O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

niedziela, 4 grudnia 2016

MAC pro longwear blush rosy outlook

Nie mam wielu kosmetyków z firmy MAC. Większość edycji limitowanych mnie nie interesuje, czasami jedynie sięgnę po jeden z hitów blogosfery. Tak było też tym razem ;) Zobaczyłam na jednym z blogów odcień rosy outlook z serii róży pro longwear i stwierdziłam, że muszę go kupić.

Opakowanie jest standardowe dla tej marki-czarny kartonik z prostą "puderniczką" w środku.
Kolor, który posiadam, to (jak już wcześniej wspomniałam) rosy outlook. Jest to piękny, nieco zgaszony, ciepły odcień różu. Pasuje chyba do wszystkiego i myślę, że sprawdzi się u większości, niezależnie od typu urody.
Pod względem właściwości produkt także się u mnie sprawdził. Nie można sobie nim zrobić krzywdy, ma piękny odcień i długo się utrzymuje. Nie spowodował wysypu ani nie uczulił, więc najważniejsze wymagania z mojej listy zostały spełnione.
Właściwie nie mam do niego zastrzeżeń, więc jeśli miałyście na niego ochotę, to polecam ;) Są oczywiście tańsze zamienniki, ale jeśli macie wolną stówkę i chcecie koniecznie kupić ten produkt, to śmiało zamawiajcie.

sobota, 26 listopada 2016

HEAN shine control matte care powder green tea

Ostatnio przybyło mi sporo kosmetyków hean i widać to także tutaj ;) Lubię testować nowości i staram się wspierać polskie marki, więc o ile kolory mi odpowiadają, to z chęcią sięgam po ich produkty. Dzisiaj na tapetę biorę matujący puder z zieloną herbatą.

Opakowanie, to przezroczysta puderniczka. Moim zdaniem wygląda estetycznie, napisy wciąż są na swoim miejscu.
 Kolor, który wybrałam, to 2 naturalny. Trochę się obawiałam takiej nazwy (wszystkie polskie podkłady z nazwami typu porcelana/naturalny/jasny beż zawsze były dla mnie zbyt ciemne), ale okazało się, że jest to bardzo ładny, jasny odcień z żółtymi tonami.
 Muszę przyznać, że bardzo lubię ten puder-używam go praktycznie cały czas ;) Poza ładnym odcieniem ma też całkiem dobre krycie (zawsze "wtłaczam" puder pędzlem) i faktycznie wygląd twarzy po jego użyciu mi się podoba. Jest zmatowiona, gładka, otrzymuje dodatkowe krycie, ale bez efektu maski. Nie potrafię do końca ocenić ilości czasu, przez który moja twarz się nie świeci, bo a) raczej nie przeglądam się w lustrze w ciągu dnia i b) wiem, że moja tłusta cera nawet z bazą, matującym podkładem i pudrem ryżowym na wierzchu i tak po określonym czasie zacznie się błyszczeć (więc moja twarz nie jest najlepszym "miernikiem" działania pudrów matujących). Mogę jedynie powiedzieć, że nie powoduje nadmiernego świecenia po jakimś czasie-jest raczej standardowym pudrem jeśli chodzi o ten aspekt.
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale ten produkt jest chyba nawet lepszy od rimmela stay matte, którego używam od lat. Myślę, że zamówię sztukę albo dwie na zapas w dniu darmowej dostawy.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Różowe róże || swatche, porównanie kolorów || zamienniki MACa rosy outlook

Jakiś czas temu postanowiłam, że zacznę używać typowego odcienia różu, czyli.. różowego ;) Tym samym większa część mojej kolekcji wygląda właśnie tak, jak możecie zobaczyć poniżej-poza tymi produktami mam jeszcze chyba tylko 3 inne róże. Większość ma już swoje oddzielne recenzje, część wciąż na nie czeka, więc dziś skupię się raczej na swatchach. Wybaczcie także jakość zdjęć, nie mam w tym momencie przy sobie porządnego aparatu.

Tutaj cała kolekcja.
 Od lewej: my secret bronze'n'blush contouring palette duo (bronzer uwielbiam!), MAC rosy outlook, essence silky touch blush 10 adorable (wróciłam do niego po latach i jestem w trakcie testów) oraz my secret blusher 101 (również jestem w trakcie testów). Wszystkie są bardzo podobne do siebie-jeśli szukacie zamiennika MACa rosy outlook, to ten post może Wam się przydać ;)
 Zdjęcie jest jakie jest, ale myślę, że kolory robione "zwykłym" urządzeniem są czasami nawet lepiej oddane ;)
 Tutaj od lewej mamy: róż w kremie golden rose 104, hean 101 delicate mousse oraz max factor 10 nude mauve (tutaj wyszedł jak brąz, ale w rzeczywistości, to właśnie nude mieniący się na różowo).
 Myślę, że zarówno hean jak i golden rose mogłyby być bardzo podobne do MACa. Jeśli chcecie na przykład zobaczyć jak wyglądałybyście w takim odcieniu, to polecam zacząć od tańszych odpowiedników.
Dajcie znać co myślicie i jaki jest Wasz ulubiony róż ;)

sobota, 19 listopada 2016

Makeup revolution I heart makeup chocolate vice palette || opinia

Chocolate vice, to paleta, która chodziła za mną od dawna ;) Chciałam ją kupić praktycznie od razu po zobaczeniu zdjęć w internecie. Powstrzymywał mnie fakt posiadania dużej ilości cieni, jednak gdy zmniejszyłam nieco swoją kolekcję, paleta w końcu trafiła do mnie. Nie mam jej długo, ale już postanowiłam dorzucić kilka zdań od siebie.

Opakowanie, to solidna kasetka, która wygląda jak tabliczka czekolady. Po otwarciu ukazuje się nam duże lusterko, co jest dodatkowym plusem. Całość dostajemy w kartoniku.
Zdecydowałam się na opisanie tej palety w stosunkowo krótkim czasie od zakupu z prostego powodu-jestem z niej bardzo zadowolona ;) Cienie są dobrze napigmentowane, ładnie i szybko się rozcierają, nie osypują się, a na dobrej bazie przetrwają cały dzień. W dodatku kolory są tak dobrane, że każdy z nich trafia w mój gust i każdego używam. Jeśli szukacie stosunkowo taniej palety (ja zapłaciłam w drogerii internetowej w promocji ok 32 zł) i lubicie takie kolory, to polecam się nią zainteresować.
Swatche

poniedziałek, 14 listopada 2016

Hean high definition cheek rouge 101 delicate mousse

Hean, to firma, którą lubię i kupuję jej produkty od dawna. Od dawna też chciałam kupić ich róż z serii high definition w odcieniu 101 delicate mousse. Kliknęłam jak tylko pojawił się w sklepie internetowym i czekałam z niecierpliwością na przesyłkę.

Opakowanie, to zwykły zakręcany plastik. Napisy wciąż są na swoim miejscu, więc właściwie nie mam do niego zastrzeżeń.
Z jakiegoś powodu ubzdurałam sobie, że teraz będę używać bardzo jasnych, ciepłych róży. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to łatwy kolor-bardzo jasne dziewczyny mogą łatwo przesadzić i skończyć z efektem "poparzonej twarzy" (ja to tak nazywam-chodzi o wizualny efekt paska niedoskonałości wychodzących na wierzch spod podkładu lub czerwonej skóry/poparzenia), a dla osób ciemniejszych może to być kolor po prostu zbyt jasny czy intensywny. Ja jednak uważam, że przy mojej karnacji taki odcień różu nakładany lekką ręką może dodać świeżości i ożywić cerę. Jednak zawsze wtedy wolę zaaplikować bardziej kryjący podkład.
Formuła różu przypadła mi do gustu. Produkt jest dobrze napigmentowany, nie robi plam, nie uczula i trzyma się aż do zmycia makijażu. Nie mam zastrzeżeń w tej kwestii.
Poniżej możecie zobaczyć swatche. Jeśli lubicie tego typu kolory, to myślę, że warto się przyjrzeć temu różowi ;)

piątek, 11 listopada 2016

Inglot matte lipstick 415

Uwielbiam konturówkę inglota w kolorze 67. Jest to-moim zdaniem-idealny odcień nude dla blondynki z naturalnie jasnymi ustami. Postanowiłam, że napiszę bezpośrednio do firmy (zrobiłam to chyba za pomocą komentarza na ich instagramie) z prośbą o polecenie pasującej pomadki. Odpisali, że odpowiednikiem będzie numer 415 z serii matowej, więc dokładnie taki produkt kupiłam ;)

Opakowanie, to czarny kartonik i pasujące kolorystycznie "opakowanie właściwe". 
Możemy bardzo łatwo przeanalizować skład czy uzyskać informacje dotyczące gramatury.
Muszę przyznać, że sam kolor jest naprawdę bardzo ładny. Nie sprawdzałam czy jest to dokładna kopia mojej ulubionej konturówki (chociaż nie wydaje mi się), ale to wciąż dzienny róż-może nieco bardziej żywy.
Pomadka faktycznie wygląda bardzo matowo i dzięki temu długo utrzymuje się na ustach. Jednak ta formuła sprawia, że usta naprawdę szybko mogą zostać wysuszone, a my nie będziemy czuły się komfortowo. Co więcej jeśli już są w złym stanie, to pomadka podkreśli każdą odstającą czy suchą skórkę lub załamanie.
Muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia i nie do końca wiem jak ocenić ten produkt. Z jednej strony-pożądany mat, długotrwały efekt i ładny kolor, a z drugiej wysuszone usta lub podkreślone niedoskonałości. Myślę, że ocenę tego czy warto pozostawię Wam.

wtorek, 8 listopada 2016

etude house tint my brows gel

Tint my brows gel, to produkt, który swego czasu był bardzo popularny na youtubie ;) Produkt wypuściła na rynek koreańska firma etude house-ja swoją sztukę zakupiłam na ebayu za ok 34 zł.
 Produkt z założenia jest bardzo podobny do henny. Nakładamy go na brwi, czekamy pół godziny/godzinę (do trzech), ściągamy dokładnie w ten sam sposób jak maski peel off (spokojnie, nie wyrwiemy sobie brwi) i możemy cieszyć się ciemniejszymi włoskami oraz zabarwioną skórą przez dłuższy czas.
Kolor, który posiadam, to 3 gray brown, a więc chłodny, dość ciemny brąz. O ile produkt faktycznie barwi na kilka dni, a efekt można stopniować i sama formuła naprawdę przypadła mi do gustu, to... po jednym dniu wybijają się z niego ciepłe, rudawe tony. Nie wiem jak inne odcienie (dajcie znać jeśli miałyście), ale ten konkretny jest u mnie zdyskwalifikowany. Jak wcześniej wspomniałam-pomysł i formuła są super, ale nie zniosę u siebie ciepłych czy rudych brwi.

sobota, 5 listopada 2016

revlon nearly naked

Revlon nearly naked, to podkład raczej mało znany. Widziałam go jedynie na kilku youtubowych filmikach i to by było na tyle. Ja swoją sztukę kupiłam chyba 2 lata temu (długo czekał w kolejce) na jednej z rossmannowskich promocji. Zaczęłam testować mnóstwo podkładów odkąd okazało się, że nie mogę dłużej używać colorstaya, dlatego nie ma co się dziwić, że spora część czeka w kolejce po kilka/kilkanaście miesięcy. 

Opakowanie, to szklana buteleczka z białą zakrętką. Niestety nie ma pompki, która ułatwiłaby aplikację. Jest to dość spory minus, ale jednak nie dyskwalifikuje podkładu na starcie.
Powód, dla którego w ogóle ten podkład "przygarnęłam", to odcień. Posiadam kolor 120 vanilla, który jest jasny i żółty, a więc można go okrzyknąć spełnieniem marzeń większości kobiet w naszym kraju ;)
Konsystencja jest lejąca, a podkład dość lekki i faktycznie dodający blasku. Nie jest to może najlepszy wybór dla cery tłustej, ale produkt całkiem dobrze sobie radzi. Poza tym, że spełnia podstawowe wymogi (nie zapycha, nie ciemnieje itd), to ma całkiem niezłe krycie (powiedziałabym, że na poziomie średniego-takie podkłady zazwyczaj wybieram). Ze względu na moją cerę mogę narzekać jedynie na czas utrzymywania się matu.. Chociaż w zasadzie nie jest to podkład matujący czy długotrwały, więc chyba nie powinnam.
W ogólnym rozrachunku moim zdaniem jest to podkład zasługujący na uwagę. Szczególnie zadowolone powinny być posiadaczki cer suchych i normalnych-te z mieszanymi i tłustymi będą potrzebowały sporej ilości dobrego pudru. Jeśli szukacie lejącego, dość lekkiego podkładu, a np true match Wam nie podpasował, to możecie rozejrzeć się właśnie za revlonem ;)

poniedziałek, 31 października 2016

glamshadows || recenzja, swatche

Glamshadows, to cienie, które zaczęłam kupować od razu po premierze ;) Byłam mega podekscytowana i z chęcią kupiłam pierwsze 5 sztuk, potem kolejne 5.. aż w końcu skończyłam z 16 wkładami. Pobawiłam się, poużywałam i myślę, że mogę w końcu dorzucić garść przemyśleń na ich temat.

Kolory, które posiadam, to: marsala, słodkie kakao, zimna czekolada, pralina, złota pistacja, dolarowy zielony, kakaowa cegła, pani generał, różowe złoto, satynowy beż, różowy szampan, perskie oko, rabarbar, elektryczna pomarańcza, wytrawny róż, metalik.
Wykończenia są różne-od matów przez delikatne satyny aż po cienie mocno błyszczące czy też takie, które określiłabym jako foliowe (różowe złoto, pralina). Nie miałam nigdy folii innych firm, ale nawet na swatchach możecie zobaczyć, że glamshadows dają piękny efekt. Mam też kilka odcieni typu duochrome. Tutaj także podtrzymuję swoje wcześniejsze zdanie, że faktycznie dają taki efekt i jest on widoczny nawet bez nakładania na mokro. Nawiasem mówiąc zawsze używam cieni na sucho, a swatche są pokazane na "gołej" dłoni, bez bazy.

Wybrałam kolory, których używam na co dzień. Nie są to tylko brązy, ale raczej bez szaleństw. Ostatnio przerzuciłam się na cieplejsze odcienie, więc słodkie kakao, zimna czekolada czy kakaowa cegła, to cienie, które moim zdaniem pięknie wyglądają w załamaniu. Odstępstwem jest "metalik", ale on został wysłany przez przypadek. Tutaj brawa dla sklepu, bo prawidłowy kolor potem dosłali za darmo (bez żadnego "oddaj ten, to wyślemy dobry", bo i takie zachowania czasami się widzi).
Moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt. Pigmentacja jest wystarczająca, cienie ładnie przenoszą się na pędzel (a potem z pędzla na powiekę), dobrze się blendują i utrzymują w ciągu dnia. Raz przetestowałam  nawet cień bez bazy-wytrzymał chyba 6h, co normalnie się nie zdarza. Naprawdę nie mogę zrozumieć skąd te narzekania na brak pigmentacji czy złe przenoszenie się koloru na powieki.
Nigdy nie umiałam porównywać jakości konkretnych marek między sobą, więc i tym razem się powstrzymam. Generalnie jestem zadowolona ze wszystkich cieni, które w tym momencie posiadam i podejrzewam, że na 16 wkładach glamshadows się nie skończy. Poza tym Hania cały czas pracuje nad nowymi produktami-ich również jestem bardzo ciekawa i zapewne wylądują w mojej kosmetycznej kolekcji ;)
Dalej zostawiam Was już tylko ze swatchami ;) Dajcie znać co myślicie zarówno o samych cieniach jak i kolorach przeze mnie wybranych.