O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

wtorek, 31 grudnia 2013

ostatni post w tym roku-nowości ;)

Tak jak w tytule-pokażę Wam dzisiaj nowości ;) Jedne dostałam, inne sama kupiłam. Kusiło mnie jeszcze parę rzeczy, ale się powstrzymałam.

1. Zestaw perfecta SPA: cukrowy peeling do ciała i antycellulitowe masło do ciała w wersji pomarańczowo-waniliowej. Zapach mi się podoba, kojarzy mi się z pastą dla dzieci albo może nawet gumą orbit. W każdym razie jest bardzo ładny.
 2. Robert Galbraith "Wołanie kukułki", czyli najnowsza książka Rowling, którą napisała pod pseudonimem.
 3. Pomadka wibo eliksir nr 06. Najpierw kupiłam 05 i na tyle mi się spodobała, że postanowiłam zaryzykować z tym różem. Lekko dotykając pomadką ust uzyskamy półtransparentny efekt, a przejechanie po nich kilka razy da dość wyrazisty kolor, dla mnie chyba zbyt dziki. Możliwe też, że po prostu nie jestem przyzwyczajona do takich kolorów, zawsze wybierałam nude, bo w nich jednak najlepiej się czuję.
 4. Catrice pure shine colour lip balm 080 sheers! Polowałam na niego już od długiego czasu, właściwie odkąd zobaczyłam zapowiedzi, ale dopiero teraz było mi po drodze do lepiej zaopatrzonej natury w moim mieście.
 5. Catrice prime and fine eyeshadow base. Dalej szukam swojego ideału wśród baz. Teoretycznie nie powinnam jej kupować, bo zużywam jednocześnie 2 bazy, a 3 czeka w kolejce, ale nie mam pojęcia, kiedy znów będę w naturze, więc wzięłam.
 6. Catrice liquid metal eyeshadow 080 Mauves Like Jagger. Tak samo jak z balsamem w kredce, miałam na niego ochotę już dawno temu, ale w naturze pojawiłam się dopiero dzisiaj. Szkoda tylko, że cień się kiwa (?). Pewnie jakbym odwróciła opakowanie do góry nogami to by wypadł :( Ale pewnie go przykleję i będzie ok.
 Swatche:

niedziela, 29 grudnia 2013

sylwestrowy? Inglot nr 85 + soczewki eyelove exclusive + podsumowanie roku

Dzisiaj pokażę Wam makijaż, do którego użyłam tylko jednego produkty-pigmentu inglota nr 85. Jest to brąz mieniący się na kolor zielony.
Ja ten makijaż wykorzystałam na święta, z tym, że na linii wodnej miałam białą kredkę. Myślę jednak, że jeśli macie ten pigment albo planujecie go kupić w najbliższym czasie to możecie go wykorzystać także do makijażu sylwestrowego. Ja ze swojej strony mogę jak najbardziej polecić ten produkt-miałam też kameleona z catrice, ale tamten wyglądał właściwie jak zwykły brąz. Ten rzeczywiście jest duochromem ;) 

Jeśli lubicie możecie dodać czarną kreskę eyeliner przy górnej linii rzęs albo przyciemnić zewnętrzny kącik czarnym cieniem-ja chciałam pokazać, jak wygląda ten cień solo. Zresztą u mnie kreska zepsułaby cały efekt, bo każda nawet bardzo cienka wygląda u mnie jak nawalony na całą powiekę czarny cień-taki urok opadającej powieki.
 Wybaczcie liczbę zdjęć, nie mogłam się zdecydować, które wstawić ;)
 Na rzęsach mam tusz z hean, który ostatnio dostałam jako gratis do zamówienia ;) Na razie go testuję, recenzja na pewno pojawi się później.


I teraz czas na drugą część notki ;) Jakiś czas temu odezwała się do mnie Pani Monika ze strony bezokularow.pl z pytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich nowych soczewek eyelove exclusive (KLIK). Jak widzicie odpowiedź była pozytywna. Soczewki zaczęłam testować po jakimś czasie, ale że dostałam aż 3 pary to recenzja pojawia się dopiero teraz.

Wiem, że przy tego typu rzeczach opakowania raczej nie powinno się oceniać, ale muszę przyznać, że ładnie wygląda na półce, chociaż nieco przyciąga wzrok ciekawskich gości ;)
Co prawda takich obietnic jak ochrona UV nie mogę oceniać, bo zwyczajnie nie mam jak tego stwierdzić, ale mogę za to ocenić komfort użytkowania. A ten jest całkiem duży. Soczewki noszę zazwyczaj od poniedziałku do piątku i przez te kilka tygodni testów moje oczy ani razu nie były podrażnione. Mimo, że w czwartki zazwyczaj uczę się do późna, a następnego (lub tego samego dnia ;)) muszę wstać ok. 5 i nosić soczewki aż do 17-18 to nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Soczewki nosiłam swobodnie cały dzień, a pod koniec moje oczy ani razu nie były zaczerwienione ani nie łzawiły.
Soczewki mogłam również spokojnie użytkować przez cały miesiąc, tak jak zaleca producent. W ciągu tego czasu żadna z nich nie została uszkodzona ani się nie porwała, a komfort noszenia pod koniec miesiąca nie zmniejszył się.
Myślę, że jeśli lubicie testować nowości albo nie macie jeszcze swoich sprawdzonych soczewek to możecie spróbować tych. Co prawda nie mam wrażliwych oczu, ale nie sądzę, żeby komuś zrobiły krzywdę. ;)


I na koniec jeszcze małe podsumowanie roku w liczbach ;)
Obserwatorzy: 352
Ilość wyświetleń: 207 697

Ilość notek: 470

Najwięcej wejść miałam z:
Polska
174454
Stany Zjednoczone
8557
Niemcy
3151
Wielka Brytania
3026

3 najpopularniejsze notki:
http://chochlikkornwalijski.blogspot.com/2011/08/seria-porownawcza-podkady.html
http://chochlikkornwalijski.blogspot.com/2011/08/moje-pedzle-pedzelki-z-h.html
http://chochlikkornwalijski.blogspot.com/2013/01/seria-porownawcza-podklady-part-2.html

Najpopularniejszym hasłem, przez który trafiłyście na mój blog wciąż jest dermacol 208, a zaraz za nim revlon buff i kosmetyczka chochlika.

piątek, 27 grudnia 2013

jantar odżywka do włosów

Odżywka do włosów jantar jest polecana przez wiele osób-zachwalają ją zarówno blogerki, jak i dziewczyny na wizażu. Dlatego też postanowiłam ją wypróbować, ale czy się sprawdziła?

Słowem wstępu-moje włosy były kiedyś baaardzo długie (do połowy uda?) i bardzo grube. Na końcu notki załączę zdjęcie ;) Później zaczęły wypadać, było ich coraz mniej, poza tym chciałam w końcu mieć inną fryzurę, niż włosy związane w kucyk. Mimo tego, że je ścięłam ich kondycja raczej się nie poprawiła, nie zrobiły się grubsze ani ładniejsze. Po prostu wyglądały lepiej, bo nie były tak obciążone długością i ciężarem. Obecnie są cienkie, jest ich mało, ale na szczęście są puchate, więc tego aż tak bardzo nie widać. Chociaż po odżywce/masce, gdy są przyklapnięte i np. związaniu w kucyk widać, że jest on smętny, a stan włosów wręcz żałosny..A teraz do konkretów.

Na początku kupiłam na all dwa opakowania. Moim oczom ukazały się dwie, niewielkie szklane buteleczki zapakowane w kartonik. Od razu mówię, że korzystanie bezpośrednio z oryginalnej buteleczki jest raczej niemożliwe-lepiej przelać sobie płyn do czegoś z atomizerem.
Odżywką, według zaleceń producenta, sumiennie spryskiwałam włosy i skórę głowy. Produkt wcierałam każdego dnia świeżo umyte, mokre włosy. Po wysuszeniu były nieco przyklapnięte i jakby bardziej tłustawe, ale rano odświeżałam włosy suchym szamponem i to mi nie przeszkadzało. Swoją drogą wiele osób narzeka na zapach-męskich perfum/wody kolońskiej, ale mi szczerze mówiąc się podoba, także używanie nie było dla mnie czymś nieprzyjemnym.
Robiłam tak przez zalecane 3 tygodnie. Włosy jako tako już mi nie wypadają, ale nie jest to zasługa tej odżywki. Co miało wypaść to wypadło już parę lat temu-teraz po prostu włosy są cienkie. Liczyłam bardziej na coś w rodzaju wysypu baby hair, jak to opisywały dziewczyny na blogach i wizażu. Niestety nic takiego się nie stało, włosy wyglądają, tak jak wyglądały 3 tyg przed rozpoczęciem używania odżywki. Kupiłam dwie kolejne buteleczki, ale szczerze mówiąc nie używam, bo bardzo się zniechęciłam..jakbym miała się głębiej zastanowić nad plusami tej odżywki to właściwie nie mam co wymieniać. Odżywka nie zrobiła nic. 

Chyba, że u Was jej 'cudowne' działanie pokazało się dopiero po np 2 czy 3 kuracji? Zastanawiam się, czy jest sens dalej marnować czas na jej używanie-jeśli znacie taki przypadek, że dopiero po którejś buteleczce coś się ruszyło to dajcie znać, wtedy może zrobię jeszcze 1-2 kuracje po 3 tyg i jeśli coś się zmieni to zaktualizuję recenzję. 
Skład:

I na koniec obiecane zdjęcie sprzed kilku ładnych lat. Nie wiem czy wcześniej włosy nie były jeszcze grubsze, ale tylko takie zdjęcie na razie udało mi się znaleźć:

niedziela, 22 grudnia 2013

essence longlasting lipstick + burgund z ostatniej notki + nowe prezenty urodzinowe

Już dość dawno temu kupiłam sobie dwie pomadki essence longlasting lipstick. Dzisiaj mogę powiedzieć o nich parę słów.

Opakowanie jest dość proste, ale całkiem ładne i praktyczne (na środku widzimy kolor odpowiadający kolorowi pomadki, co znacznie ułatwia szukanie przy większej kolekcji). Nie otwiera się samo, nie prognozuję też, aby się kiedykolwiek połamało.
 Kolory, które wybrałam to 05 dare to be nude i 07 natural beauty. Chyba nie do końca mi pasują (wolałabym, żeby 05 była jaśniejsza i mniej brązowa(ruda?), a 07 bardziej zgaszona-na zdjęciach tego nie widać, ale jest dość intensywna), ale odbicie w lustrze nie odrzuca mnie na tyle, żebym je komuś oddała :) W każdym razie kolory, które posiadam nie mają w sobie żadnych drobinek ani nie są perłowe. Dają całkiem ładny efekt, jeśli zgrywają się z danym typem urody.
 Pomadka całkiem dobrze współpracuje z moimi ustami. Aplikuje się bez problemów-gładko sunie po powierzchni ust. Nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek, kolor można stopniować. Przy pierwszym zetknięciu z tym produktem miałam wrażenie, że lekko nawilża-teraz wydaje mi się dość neutralny, jeśli o to chodzi.
Jeśli chodzi o trwałość to szału nie ma. Nie znika po pół godzinie, ale nie nazwałabym jej też długotrwałą. Czas utrzymywania się na ustach uważam za przeciętny, nie wyróżnia się w tej kwestii.

Swatche:

Koszt tej pomadki to, o ile się nie mylę, 8,99 zł, na pewno nie więcej niż 10, więc myślę, że jeśli komuś wpadnie w oko któryś z kolorów to może spróbować ;) Bo pomadka sama w sobie jest całkiem niezła.


A teraz czas na drugą część notki. Pokażę Wam jak wygląda cień z inglota 452 P na powiekach. Tak jak przewidywałam ładnie podbija niebieski kolor tęczówki ;)

Poza tym dostałam kolejne 2 prezenty urodzinowe (dziękuję ;*). Pierwszy z nich to paletka lovely nude make up kit, za którą chodziłam kilka dni i której nigdy nigdzie nie było, a drugi to lakier lovely blink blink. Zdjęcia są na razie 'robocze', pod lampką, później postaram się o lepsze ;)
 Z tyłu mamy instrukcję użycia, chociaż ja i tak będę malować się po swojemu.
 Skład:



P.S. Nie wiem, czy przed świętami pojawi się jeszcze jakaś notka, więc chciałam Wam życzyć właśnie wesołych świąt, dużej ilości fajnych prezentów i miło spędzonego czasu z rodziną ;) Od razu może też szczęśliwego nowego roku i spełnienia zaplanowanych celów i marzeń.