O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Ulubieńcy roku 2014

Na praktycznie wszystkich blogach pojawiają się ulubieńcy roku. Pomyślałam, że u siebie też coś takiego dodam-część jest zupełnie nowa, część to ulubieńcy z tamtego roku.


Najlepszymi kosmetykami były u mnie niezmiennie masełka nivei, żele pod prysznic z biedry, pędzle glambrush, hakuro i real techniques, lakiery i pomadki w kredce rimmel, puder rimmel, puder ryżowy paese, płyn micelarny z garniera, suchy szampon z isany, tusz i podkład max factor, pomadka celii i maybelline, cienie inglota (mam ich już całą paletkę), cienie sleeka, jajeczka eos, błyszczyk loreal, tusz z wibo, kredka do brwi catrice i żel do brwi z wibo, szampony typowo oczyszczające z farmony, bourjois healthy mix, kredka cielista z max factora.
Do ulubieńców zaliczam także krem z ziaji 25+ i paletka z MUA undress me too oraz żel micelarny bebeauty z biedronki.

sobota, 27 grudnia 2014

Trylogia Starka

Trylogia Starka składa się z trzech części. "Uwolnij mnie", "wezwij mnie" i "spełnij mnie". Mimo, że Grey nie był napisany wybitnym językiem, a sceny łóżkowe można spokojnie pominąć, to jednak był tam szereg wątków pobocznych, które zapełniały mi nudne wieczory. Później przyszedł czas na Crossa, a teraz na Starka.
 Liczyłam na coś "odmóżdżającego" i coś takiego znalazłam. Historia jest bardzo podobna do Greya i Crossa. Ona z problemami, on z tajemnicami, ścigają ich potwory przeszłości. Oczywiście ona przyjeżdża do nowego miasta, żeby się z nimi uporać, poznaje milionera, którym jest Stark-oczywiście sprawujący kontrolę na wszystkie możliwe sposoby, włącznie z ochroną. Włączając w to wszystko aspekt 18+.
 Myślałam, że będzie się nieco bardziej różnić od poprzednich tego typu książek, jednak widać, że teraz będą jedyny słuszny schemat powtarzać do znudzenia.
Nie zrozumcie mnie źle-książka nie jest dziełem literackim zasługującym na 25 nagród, ale na leniwy wieczór typowo odmóżdżający jest jak najbardziej ok. Studenci przed sesją powinni być zadowoleni d;
Moim zdaniem książka potrafi wciągnąć, całość jest spójna i z czasem wyjaśnia się coraz więcej rzeczy (głównie przeszłość, ale i bieżące wydarzenia). Nawet jak pominiecie sceny 18+ będzie to miało ład i skład.

Źródła zdjęć:
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/164000/164576/352x500.jpg
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/179000/179191/148135-352x500.jpg
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/197000/197879/199910-352x500.jpg

wtorek, 23 grudnia 2014

loreal color riche extraordinaire liquid lipstick

Dzisiaj notka dość krótka i przyjemna ;) Będzie o pomadce w płynie loreal color riche extraordinaire liquid lipstick. Nazwy co prawda nie uraczymy na samym opakowaniu, ale można dokopać się do niej w sieci ;)

Opakowanie jest moim zdaniem całkiem ładne. Kojarzy mi się z kosmetykami droższych marek. 
Kolor, który posiadam to 600 nude vibrato. To odcień zdecydowanie ciepły, nudowo-brzoskwiniowy. Na pewno podpasuję blondynkom z jasną cerą (ja tak wyglądam i uważam, że wygląda super). Pasuje zarówno do mocnych oczy jak i do makijażu lekkiego, dziennego.
Nakładanie nie sprawia problemów. Pomadka w płynie, a raczej błyszczyk według mnie, nie wylewa się poza kontur ust, nie wchodzi w załamania, nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza, a może nawet nawilża.
Trwałość też jest całkiem dobra. Nie określę tego w godzinach, bo nie przeglądam się w lustrze w ciągu dnia, ale produkt na pewno nie znika szybko.
Jest to mój ulubiony tego typu produkt i pokochałam go od pierwszego użycia ;) Mogę go z czystym sumieniem polecić.


P.S. Wesołych Świąt! ;) Niech ten czas będzie tak piękny i radosny jak u mnie. Oczywiście w gronie rodziny ;)

sobota, 20 grudnia 2014

inglot konturówka do powiek w żelu 94

Do inglota już jakiś czas temu weszła kolekcja jesienna. Kupiłam wtedy 2 cienie i ten eyeliner w żelu (chociaż akurat ten kolor jest chyba w stałej ofercie).

Opakowanie jest takie jak zawsze. Kartonik + zakręcany słoiczek zabezpieczony w środku folią.
Kolor, który posiadam to 94, czyli jasne złoto. Chciałam go używać jako cień w kremie na całą powiekę albo bazę pod inne cienie.
Konsystencja jest bardzo przyjemna, masełkowata, więc aplikacja nie przysparza problemów. Zwykle nakładam ten produkt palcem, nie widzę powodów, dla których miałabym to robić inaczej. Tak jest szybko i wygodnie ;)
Jestem także zadowolona z pigmentacji i wyglądu odcienia na moich powiekach. Wygląda bardzo ładnie nawet solo, wystarczy tusz i dzienny makijaż gotowy. Przykro mi jednak, że mimo zapewnień pani w inglocie, że produkt jest wodoodporny, u mnie bez bazy zbiera się w załamaniu (więc kolejny produkt z cyklu "nałóż i wyjdź" nietrafiony). Trochę szkoda, ale nie żałuję zakupu, bo kolor jest naprawdę ładny (z chęcią dokupiłabym jeszcze ciemniejszy brąz (96?) ), ale wtedy nie musiałabym w ogóle praktycznie używać cieni. A tych mam aż za dużo i planuję kupno kolejnych ;)
Tak kolor wygląda na moich powiekach. Pierwsze zdjęcie jest z lampą błyskową, drugie bez.

Ani razu co prawda nie użyłam go jako eyeliner, ale jako cień na całą powiekę polecam. Pewnie wykorzystam go w makijażu świątecznym ;) a jak nie to i tak będzie ze mną na co dzień.

czwartek, 18 grudnia 2014

EOS coconut milk lip balm

Jajeczko EOS coconut milk chodził za mną praktycznie odkąd się pojawił ;) Na początku ceny na all sięgały 30-40 zł, więc skutecznie mnie to odstraszało. Zobaczyłam go jednak jakiś czas temu za jakieś 20 parę zł z wysyłką, więc musiałam kliknąć.

Opakowanie jest jeszcze słodsze, niż w innych jajeczkach. Różowy kolor i ogólnie opakowanie na pewno zwróci uwagę otoczenia.
Jeśli chodzi o nawilżenie, to mam wrażenie, że tutaj jest jeszcze mniejsze, niż w przypadku summer fruit. Nie zmieniło to jednak mojej opinii o tych produktach i zamówiłam kolejne (wersja pomarańczowa z jakiejś limitki). Smak jest jeszcze lepszy, bo naprawdę słodki,a i zapach jest dla mojego nosa bardzo przyjemny (kokosowy). Uwielbiam używać tego balsamu ;)
Tak, wiem, lecę na opakowania. Ale każdy kto tych produktów używa wie, że to jest gadżet z całkiem fajnym, ale przeciętnym balsamem dla niewymagających ust. Z opłakanego stanu Was nie wyratuje. I ja też nie w tym celu go kupiłam-kupiłam do noszenia w torebce jako balsam "wyjściowy" i ciekawy, ładnie wyglądający i dobrze smakujący. I z takiego jestem bardzo zadowolona.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

lovely natural lip stick

Lovely natural lip stick z aloesem i mentolem. Na pierwszym rzut oka wszystko ładnie i pięknie, na drugi coś mi się nie zgadzało z nazwą. To dlatego, że nigdy wcześniej jakoś nie zauważyłam tego produktu w rossmannie i nie miałam pojęcia, że lovely produkuje coś poza kolorówką ;) Ogólnie kupiłam ten produkt z polecenia dziewczyn na wizażu-podobno zostaje wycofany, a i jego cena jest niewielka, bo kosztuje coś ponad 3 zł. 

Produkt dostajemy w kartoniku, co jest moim zdaniem bardzo dobrym rozwiązaniem jeśli chodzi o kosmetyki. Sam balsam ma formę sztyftu i od razu mówię, że można go ze sobą zabierać-nie topi się w torebce/kieszeni.
Przy aplikacji faktycznie czuć aloes-jest to bardzo przyjemny zapach, nie drażni nosa. Chyba, że ktoś takiego zapachu po prostu nie lubi. Ale wtedy nie ma sensu kupować kosmetyków z takim składnikiem ;) Czuć też mentol, chociaż moim zdaniem na ustach daje efekt nieco łagodniejszy od standardowego carmexu.
Balsam nadaje ustom lekki połysk, faktycznie je nawilża i odżywia. Ja nie lubię aplikować balsamów pod pomadki, ale w domu (na dzień lub na noc), czy po prostu solo spisuje się bardzo dobrze. Plus również za filtr. Smaku raczej nie ma, nie jest to balsam "do zjadania".

Nie bardzo wierzę w złuszczenie martwego naskórka, ale kto wie, może i tak właśnie działa. Ja używam różnych balsamów, praktycznie każdego dnia innego, więc tak naprawdę nie mogę się wypowiedzieć jeśli o ten aspekt chodzi.

Nie mam pojęcia co mogę więcej o nim napisać. Jest to po prostu fajny balsam do ust za niewielką cenę. Jeśli ktoś lubi uczucie jakie daje carmex albo zapach aloesu to zachęcam do kupna ;)

piątek, 12 grudnia 2014

miss sporty studio lash 3d volumythic mascara + swatche nowych pomadek w kredce rimmela i nowosc

Na początku, za sprawą blogów (a jakże), kupiłam żółtą maskarę z lovely. Tamta wtedy szczerze mówiąc na kolana mnie nie powaliła, więc przy najbliższej okazji skusiłam się na miss sporty studio lash 3d volumythic mascara, czyli bardzo podobną, aczkolwiek lepszą wersję tuszu z lovely ;)

Opakowanie przyciąga wzrok. Całkiem ładne, w żywym odcieniu. Zawsze to jakaś odmiana od tradycyjnych opakowań.
Szczoteczka jest wygięta w łuk, silikonowa. Nie drapie, ładnie rozprowadza tusz i rozczesuje rzęsy.
Przy pierwszym wrażeniu byłam szczerze mówiąc średnio przekonana do tego tuszu. Teraz jestem już bardziej na tak ;) Rzęsy są ładnie rozczesane, wydłużone i nieco pogrubione. Maskara nie osypuje się, nie podrażnia oczu ani nie znika w ciągu dnia. Ze zmywaniem też nie mam problemów. 
To jest przeciętny efekt jaki może dać ten tusz.
 Gdy uda mi się czasami wyciągnąć z rzęs i tego produktu nieco więcej (jak ze wszystkim, efekt zależy od dnia), to rzęsy prezentują się tak jak widzicie niżej. Nie wiem czy te rzęsy wtedy podkręciłam czy nie, w każdym razie podkreślenie, podkręcenie i wydłużenie wyszło zacne ;)

 Wklejam też zdjęcie swatchy najnowszego produktu do ust rimmel color rush ;) Może akurat kogoś zainteresuje. W tym, że w podpisie jest błąd-kolor "give me a cuddle" to numer 100.

I jedna nowość, czyli perfecta softlips balsam do ust. Wiem, że mam dużo produktów do ust, balsamów też, ale od razu jak zobaczyłam zapowiedzi wiedziałam, że będzie mój ;) Nie ma co się oszukiwać-opakowanie przyciąga wzrok, jest moim zdaniem skrzyżowaniem kostki balsamu firmy balmi i kształtu "sztyftu" przejętego od jajeczka EOS. Działanie wydaje się mieć bardzo dobre, smak też jest raczej słodki, chociaż nie tak dobry jak EOS ;p Wersja, która mam to vanilla bean.


wtorek, 9 grudnia 2014

mac pro longwear paint pot soft ochre

MAC. Firma pożądana przez niejedną blogerkę, vlogerkę i "zwykłą" dziewczynę. Przeze mnie oczywiście także ;) Niestety nie mam dostępu do ich stacjonarnego sklepu, więc ucieszyłam się, że pojawił sklep internetowy. Ceny nie zachęcają, ale ten produkt koniecznie chciałam mieć.

Paint pota dostajemy w kartoniki i szklanym, zakręcanym słoiczku. Opakowanie zawiera 5g produktu.
Wybrałam odcień soft ochre. Czyli tak żółtawy cielaczek. Chciałam, żeby wyrównał kolor powieki i stanowił bazę pod cienie.
Produkt dobrze się rozprowadza, ładnie ukrywa wszelkie zaczerwienienia na powiece, nie przesusza jej, a w ostateczności nada się też jako korektor pod oczy.
Jeśli chodzi o działanie.. bardzo chciałam, żeby działał jako baza, naprawdę. Jednak myśl "droższy produkt zadziała" w przypadku moich tłustych i opadających powiek nie ma zastosowania. Bardzo żałuję, że niestety nie jest tak długotrwały jak obiecuje producent, bo teraz mam cielisty cień w kremie za 80 zł, pod którego muszę używać dodatkowo bazę. Coś czuję, że nie znajdę produktu "nałóż i wyjdź", a jeśli w ogóle znajdę jakąś dobrą bazę, to będzie cud.
Teoretycznie nie mogę winić producenta. Sprzedaje on "długotrwały cień w kremie", a nie długotrwałą bazę. Chociaż po wielu pozytywnych recenzjach szczerze mówiąc wierzyłam, że tak będzie.
Na razie mój zapał do MACowych zakupów nieco opadł (zresztą wiadomo jak to jest ze studenckim portfelem), ale nie wykluczam zakupu innych produktów w przyszłości.

niedziela, 7 grudnia 2014

balea oil repair spulung odżywka do włosów

O firmie balea słyszałam na blogach i YT od dawna. Nie miałam do nich dostępu, więc żyłam sobie z odżywkami dostępnymi w naszych drogeriach. Teraz miałam okazję poprosić kogoś o przywiezienie tej odżywki (chyba) z Niemiec, więc nie ściągałam jej specjalnie, nie płaciłam za żadne wysyłki itp. Wybrałam odżywkę oil repair spulung, bo jest chyba najpopularniejsza. A przynajmniej takie mam wrażenie.

Opakowanie to miękka, stojąca tubka. Podobają mi się takie rozwiązania, bo o ile masz chociaż trochę siły w rękach, to możesz ją wycisnąć do końca. Ewentualnie jeśli lubicie się bawić, to można też opakowanie rozciąć.
Nie rozumiem ani słowa z opisu, więc nie mogę porównać obietnic do faktycznego działania. Ale mogę go opisać sama ;)

Pierwsza ważna rzecz, to zapach. Jest moim zdaniem ładny, dość słodki. Utrzymuje się na włosach nawet po użyciu szamponu (ja lubię nałożyć odżywkę na suche włosy, a potem spłukać odżywkę i umyć włosy, żeby ich nie obciążać po myciu).

Druga to konsystencja. Ta jest w porządku. Nie jest zbyt gęsta ani nie spływa między palcami.

Działanie moim zdaniem jest całkiem dobre. Ogólnie nie jestem włosomaniaczką, więc większość odżywek się u mnie sprawdza-to musicie wiedzieć. I tak samo jest tym przypadku. Produkt moim zdaniem dobrze odżywia/nawilża włosy, po umyciu są miękkie i łatwo się rozczesują. Ja niczego więcej od tego typu odżywek nie oczekuję. Nie wierzę, że nagle po drogeryjnej odżywce wyrośnie mi połowa nowych włosów i będę wyglądać jak pani z reklamy ;)
Uważam, że jeśli macie okazję kogoś poprosić, to warto się na tą odżywkę skusić ;)

piątek, 5 grudnia 2014

alterra szampon dodający objętości papaja i bambus

Szampon dodający objętości alterry chciałam kupić już od jakiegoś czasu. Zobaczyłam go na którymś z blogów i postanowiłam, że przy okazji następnej promocji produkt trafi do mojego koszyka. Tak też jak widać się stało ;)

Opakowanie jest całkiem ładne. Małe, poręczne, jak dla mnie bardziej na podróż, niż do stosowania na co dzień. Ma tylko 200 ml, ja jestem przyzwyczajona do półlitrowych butelek.
Szampon podobno zawiera papaję i bambus. Nie wiem do końca jak pachną te rzeczy, ale szampon pachnie pięknie. Można go kupować i używać dla samego zapachu ;)
Produkt dobrze oczyszcza włosy, nie plącze ich, nie prostuje i nie obciąża. Ma dobrą konsystencję (nie płynie przez palce) i ładnie się pieni. To są jego plusy.
Nie mogę chyba powiedzieć, że dodaje większej objętości, niż mam zwykle (zawsze mam jako-taką szopę), ale włosy wyglądają na ładne i gęste (mimo, że nie są). W dodatku nie powoduje przylizania ani przyklapnięcia włosów, co dla mnie ma kluczowe znaczenie.Więc jakby nie patrzeć spełnia swoją rolę.
Ogólnie szampon oceniam bardzo dobrze. Nie znajduję w nim wad poza ceną. Niby cena promocyjna nie jest duża(ok 6-7 zł), ale w przeliczeniu na pojemność i to ile ja zwykle szamponu zużywam-wychodzi całkiem sporo.

środa, 3 grudnia 2014

swatche: rimmel colour rush i rimmel lasting finish 25 hr foundation

 Dzisiaj pokażę Wam swatche nowych balsamo-pomadek w kredce rimmel colour rush. Przyszły do mnie wczoraj i przy pierwszej aplikacji naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyły. Kolory są naprawdę bardzo intensywne, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam. Pewnie dlatego, że zwykle balsamy w kredkach nie mają zbyt dużej ilości pigmentu.
 Kolory, które dostałam, to od lewej:
-100 give me a cuddle
-500 the redder the better (na zdjęciach wyszła nieco inaczej, w rzeczywistości to żywa, ciepła czerwień)
-130 I want candy!


I jeszcze parę zdjęć podkładu rimmel lasting finish 25hr. Niestety recenzja się nie pojawi (może przy letnich miesiącach jeśli się opalę albo jak będę siedzieć w domu przez parę dni z rzędu, żeby chociaż trochę móc go przetestować), bo produkt jest dla mnie za ciemny. Żałuję, bo podkład jest raczej chwalony. Odcień, który mam to 200 soft beige.