O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

wtorek, 25 lutego 2014

Maybelline baby lips

Pomadkę ochronną maybelline baby lips kupiłam jak tylko zobaczyłam ją w rossmannie, a więc całkiem dawno temu. 

Podoba mi się, że produkt zapakowany jest w kartonik, nienawidzę macanych kosmetyków. Samo opakowanie jest bardzo proste, ale kolorowe i wytrzymałe.
 Kolor, który wybrałam to peach kiss. Ta wersja całkiem ładnie pachnie i nadaje delikatny kolor, powiedziałabym nude.
 Poziom nawilżenia określiłabym jako lekki/średni. Na co dzień jest to dobry produkt, ale jeśli mamy problematyczne usta-popękane, z odstającymi skórkami, to ten produkt sobie raczej z tym nie poradzi.
 Samą pomadkę określiłabym jako gadżecik do torebki. Kupiłam, spróbowałam, jestem zadowolona, ale nie wiem, czy kupię ponownie-10 zł jak za całkiem pospolitą pomadkę ochronną z kolorem to trochę dużo.

poniedziałek, 24 lutego 2014

nowości: 2 pary butów i podkład

Dzisiaj pokażę Wam mini zakupy ;)

1. Podkład affinimat 02 light porcelain. Chyba w gimnazjum używałam wersji podstawowej tego podkładu, ale po jakimś czasie przestałam, bo nie byłam z niego do końca zadowolona. Ten kupiłam pod wpływem chwili i promocji w rossmannie ( kosztował ok. 18-19 zł) d; Na razie mogę powiedzieć tyle, że śmierdzi alkoholem, niestety.
 I czas na buty ;) Te także wzięłam przez promocje. Zapłaciłam tylko 59 zł, a wydają się bym całkiem wygodne i dobre do śmigania na co dzień.
 Druga para jest całkiem inna-są to buty sportowe. Kupiłam je w biedronce za 50 zł. Co prawda jeszcze w nich nie biegałam ani nie ćwiczyłam, ale przy przymierzaniu wydawały się całkiem miękkie i wygodne. Tylko uważajcie na rozmiary, bo ja musiałam wziąć 39, gdzie normalnie adidasy noszę 37/8.

sobota, 22 lutego 2014

rimmel stay matte podkład w musie

Podkład rimmel stay matte otrzymałam jakiś czas temu do testów. Recenzja pojawia się dopiero teraz, bo w międzyczasie musiała odratować moją przesuszoną skórę.

Podkład zamknięty jest w stojącej tubce, która mieści w sobie standardową ilość produktu (30 ml). Jest poręczna, estetycznie wygląda i bez problemu dozuje się z niej podkład. 
Kolor, który posiadam to 091 light ivory. Cieszy mnie to, że match perfection nie pozostał jedynym jasnym podkładem tej marki. Odcień, który mam jest całkiem jasny i wydaje mi się, że dobrze dopasowuje się do mojego odcienia cery. Nie zauważyłam też, żeby ciemniał w ciągu dnia.

Konsystencja podkładu jest moim zdaniem musowa, więc nie potrzeba dużej ilości produktu, aby pokryć całą twarz. Dodatkowo jej zaletą jest dobre krycie (chociaż na typowy trądzik/jakieś większe zmiany potrzebny będzie korektor) oraz bezproblemowa aplikacja. Poza tym po nałożeniu cera jest matowa i pozostaje taka przez dłuższy czas. Niektóre z Was pewnie nawet by tego podkładu nie pudrowały, ale ja to robię z każdym podkładem, nawet matującym.
Do minusów mogę zaliczyć jedynie to, że źle wygląda na cerze przesuszonej, z widocznymi skórkami. Na pewno je podkreśli, ale z drugiej strony myślę, że żaden podkład nie będzie wyglądał dobrze na takiej skórze. Najpierw trzeba postawić na odpowiednią pielęgnację, a później szukać dobrego podkładu, a nie na odwrót ;)

Swatche:
P.S. Po raz kolejny muszę Was prosić o oglądanie zdjęć na podglądzie, tutaj niestety są niewyraźne :( Zaczęłam je zapisywać w innym formacie, ale te akurat były robione jakiś czas temu.

poniedziałek, 17 lutego 2014

pierre rene skin balance cover fluid foundation

 Podkład pierre rene skin balance kupiłam po tym, jak zachwalała go Zmalowana i stopniowo pojawiało się coraz więcej pozytywnych recenzji ;) Wiele osób pewnie się jeszcze nad nim zastanawia, więc i ja postanowiłam wtrącić swoje 3 grosze na jego temat. Dlatego też recenzja pojawiła się po krótszym czasie stosowania podkładu, niż zwykle (podkład dostałam w swoje łapki ok 2,5 tyg temu).

Opakowanie podkładu mi się podoba. Jak na produkt za 20 parę zł z przesyłką wygląda bardzo estetycznie. Pompka również działa bez zarzutu. Pojemność jest standardowa-30 ml.
Efekt moim zdaniem zależy od sposobu i ilości nakładanego podkładu. Nałożony cienką warstwą palcami (ewentualnie dodatkowo roztarty gąbeczką) nie ma dużego krycia i jest praktycznie niewidoczny na twarzy. Natomiast jeśli nałożymy na twarz dużą ilość produktu a następnie wklepiemy silikonową gąbeczką (bez rozcierania), to krycie jest już dużo lepsze. Ale podkład jest za to wtedy bardzo widoczny-otrzymujemy efekt w stylu starego colorstaya, czy jak kto woli tzw. tapety ;) Nie przeszkadza mi taki wygląd na wieczór, ale na co dzień wolę jednak opcję pierwszą, nawet jeśli niedoskonałości są bardziej widoczne.

Co do trwałości to nie zgodzę się z producentem. Nie wytrzyma on 12 godzin. Na mojej tłustej cerze zaczyna się błyszczeć po dość krótkim czasie (przy czym zaznaczam, że nie używam pod niego żadnego kremu) i zauważyłam, że czasami łatwo go zetrzeć np. z nosa po przeciągnięciu po nim ręką (chociaż chyba każdy podkład na przetłuszczonej cerze się zetrze). Wiem, nikt mi nie obiecywał matu i podkład sam z siebie nie znika, ale mimo wszystko podkłady długotrwałe kojarzą mi się także z długotrwałym matem. Zobaczę jak będzie się jeszcze sprawować z bardzo matującymi pudrami, ale na razie używam stay matte od rimmela i sprawa wygląda jak wyżej.

Plus dla niego za to, że nie spowodował niespodzianek ani nie zapchał/podrażnił mojej cery. Podoba mi się także zapach i konsystencja, chociaż zauważyłam, że rozsmarowany palcami lubi zostawiać smugi. Lepiej go jeszcze wklepać czystą ręką albo gąbeczką, żeby mieć pewność, że gdzieś nie zostanie nam pojedyncza smuga.
 Kolor, który wybrałam to 20 champagne. Nie jest bardzo jasny, ale nie widzę w nim różowych tonów i moim zdaniem ładnie dopasowuje się do cery. Nie zauważyłam, żeby ciemniał w ciągu dnia.

Swatche:
Ogólnie podkład nie jest zły-dobra cena i jak na polskie warunki całkiem niezły kolor. Jeśli mnie nie zapcha ani nie skrzywdzi w żaden inny sposób po zużyciu całej buteleczki to myślę, że byłabym skłonna kupić następną.

P.S. Dzisiaj zaczynam nowy semestr, więc pewnie w czasie, gdy czytacie tą notkę, szykuję się na uczelnię albo już męczę się na zajęciach ;)

sobota, 15 lutego 2014

Pierwszy test tuszu rimmel rockin' curves+coś dobrego+kolejne nowosci

Na początek coś dobrego ;) Lays max, czerwona papryka.
 2. Nose pore strips, oczyszczające plastry na nos. Zobaczyłam coś podobnego u Panny Joanny, więc jak zobaczyłam je w biedrze to wzięłam ;)
 3. Loreal elseve fibralogy odżywka ekspansja gęstości. Nigdy nie wierzyłam w takie cuda, że moje włosy nagle staną się w jakiś sposób grubsze, ale warto spróbować. Dorwałam ją w biedronce.
 I na końcu pierwszy test nowego tuszu rimmela rockin' curves. Rzęsy nie są bardzo pogrubione, raczej wydłużone. Skleja znacznie mniej, niż np. jego pomarańczowy brat.
 A tak wygląda szczoteczka.

piątek, 14 lutego 2014

Nowości ;)

Nie będzie nic o walentynkach ;) Ani postu, ani makijażu-wystarczająco dużo tego od tygodnia krąży w internecie. Za to pokażę Wam mini-nowości.

1. Po raz drugi kupiłam piankę myjącą do twarzy z lirene. Odpowiada mi pod względem demakijażu i oczyszczania-pewnie jeszcze nie raz pojawi się w mojej łazience.
 2. Jako gratis do pianki dostałam żel myjąco-peelingujący lirene z tej samej serii youngy 20+. Jest całkiem przyjemny, pewnie później pojawi się recenzja.
 3. Kilka dni temu również zaskoczyła mnie paczka od rimmela. Dostałam najnowszą maskarę scandaleyes rockin' curves. Jeszcze jej nie otwierałam, bo mam chyba 3 inne otwarte tusze, ale przyznam, że strasznie mnie korci, żeby to zrobić ;)
 Świetne jest to tłoczenie wężowej skórki ;)
I jak widać indeks w końcu się na coś przydał-robi za podkładkę ;)

wtorek, 11 lutego 2014

technicznie: dostęp aplikacji do naszego telefonu

Zastanawiało Was kiedyś jaki wpływ na Wasz telefon może mieć zainstalowanie zwykłej, mało lotnej gry,czy chociażby aplikacji związanej z komunikacją miejską? Teoretycznie nie powinno mieć żadnego, ale w praktyce zdaje się to wyglądać nieco inaczej..

To, co widzę przy instalacji zwykłej gry, która nie powinna mieć z pozoru nic do moich plików, zaczyna mnie skutecznie zniechęcać do instalowania czegokolwiek. Szkoda, bo czasem lubię zabić czas grając, czy ułatwić sobie życie instalując jakąś aplikację.

Poniżej lista rzeczy, do których ma dostęp aplikacja ze zdjęcia.

"Aplikacja ma dostęp do tych uprawnień:
Twoja lokalizacja
dokładna lokalizacja (na podstawie sygnału GPS i sieci)
przybliżona lokalizacja (na podstawie sieci)
Połączenia sieciowe
wyświetlanie połączeń Wi-Fi
pełny dostęp do sieci
wyświetlanie połączeń sieciowych
Kontrola licencji Google Play
Połączenia telefoniczne
odczytywanie stanu i informacji o telefonie
Pamięć
modyfikowanie i usuwanie zawartości pamięci USB (!)
Narzędzia systemowe

testowanie dostępu do chronionej pamięci "

Podobne, a chyba nawet większe, uprawnienia ma np. facebook (W swoim tel w uprawnieniach widzę nawet 'sprzetowe elementy sterujace-nagraj dzwiek, robienie zdj i filmow, czy informacje osobiste-czytaj dane kontaktów, zapisz dane kontaktu'). I teraz pytanie: po co? po co do zainstalowania gry dostęp do plików (a nawet ich zmiany!), informacji o telefonie, czy lokalizacji?

Oczywiście nie wpadam w paranoję, wiem, że informacje zbierane są o nas wszędzie-zarówno facebook, jak i google (przy zalogowaniu) zapisują na jakie strony wchodzimy.. Chciałam poznać tylko Wasze zdanie na ten temat ;) Instalujecie gry/aplikacjie mimo wszystko, czy raczej wolicie zrezygnować? Co w ogóle sądzicie na temat dostępu do takich informacji?

poniedziałek, 10 lutego 2014

bebeauty delikatny żel-krem łagodzący do mycia twarzy

Sesja, sesja i po sesji ;) Na szczęście wszystko zaliczyłam w terminach zerowych (jeśli były) albo w pierwszych (nie wierzę, że zdałam jeden egzamin! był u chyba najgroźniejszego wykładowcy na całym uniwerku ;p) i teraz mam jeszcze tydzień wolnego ;) Postaram się dodać parę notek, może napiszę coś na zapas.. Nie obiecuję, ale dzisiaj przychodzę z pierwszą, w pełni bezstresowo pisaną notką ;)


Bebeauty delikatny żel-krem łagodzący do mycia twarzy. Zazwyczaj wybieram mocne, dobrze oczyszczające kremy do cery tłustej, ale tym razem, w akcie ostatecznej desperacji, w związku z moja baardzo wysuszoną skórą (wspominałam o moim sposobie na nią parę postów wcześniej) jakiś czas temu kupiłam ten produkt.

Opakowanie jest całkiem estetyczne. Może nie zachwyca,ale nie straszy w łazience. W każdym razie nie rozpada się, jest miękkie i nie przeszkadza w użytkowaniu.
Produkt faktycznie ma postać podobną do kremu. Nie jest zbyt gęsty, ani zbyt lejący, dobrze się rozprowadza i zmywa. Nie pokusiłabym się co prawda o zmywanie makijażu tylko nim,ale po demakijażu twarzy i oczu płynem dwufazowym/micelarnym myślę, że spokojnie daje radę. 

W czasie, gdy go kupowałam najważniejsze było dla mnie, żeby moja cera nie była jeszcze bardziej podrażniona. Po nieudanym zakupie żelu AA ten sprawdził się bardzo dobrze-nie podrażnił mojej cery, nie spowodował, że miałam na niej jeszcze większą i bardziej suchą skorupę. Chociaż teraz, po wyleczeniu przesuszonej skóry, stopniowo decyduję się od nowa na stare, mocniejsze żele, to ten, jako delikatna pomoc w oczyszczaniu cery sprawował się całkiem nieźle. 
Skład:
Podsumowując produkt przypadł mi do gustu-nie zrobił krzywdy, co prawda też nie pomógł (od tego są kremy nawilżające) i jestem z niego zadowolona. Chociaż szczerze mówiąc chyba od formy kremu wolę żel, więc jakieś 2 tyg temu kupiłam 2 raz żel micelarny tej samej firmy i to pewnie do niego będę wracać w razie potrzeby.

czwartek, 6 lutego 2014

catrice pure shine colour lip balm

Catrice pure shine colour lip balm. Produkt, który chciałam wypróbować już dawno, a który mogłam dostać w swoje łapki dopiero jakiś czas temu ;) 

 Opakowanie jest całkiem ładne, typowe dla wszystkich takich produktów. Kolor na zewnątrz odzwierciedla kolor kredki.
Aplikacja przebiega bezproblemowo. Kredka nie topi się pod wpływem kontaktu z ustami, jest dosyć twarda, ale sunie po ustach bez problemu. Nie wylewa się też poza ich kontur.
Kolor, który wybrałam to 080 Sheers!. Jest on bardzo delikatny, jasny. Dobrze współgra z moimi jasnymi ustami. Bardzo podoba mi się też komfort noszenia. Produkt nie klei się, nie jest ciężki, nie wchodzi w załamania. Co prawda pozostawia wyczuwalną warstwę, ale jest on delikatna-porównałabym to uczucie do tego po nałożeniu balsamu nawilżającego na usta.

Trwałość co prawda nie jest rewelacyjna, bo powiedziałabym, że produkt utrzyma się ok 2h, ale jak na, właściwie, barwiony balsam do ust jest to całkiem dobry wynik.
 Efekt na ustach:
Muszę przyznać, że produkt przypadł mi do gustu, używam go bardzo często, z przyjemnością i gdyby nie to, że mam sporo szminek i balsamów to skusiłabym się jeszcze na jakiś kolor... A może i tak się skuszę? ;)

wtorek, 4 lutego 2014

nowości: drogeria dnc

Zrobiłam sobie dzisiaj rajd po drogeriach w moim mieście ;) Zauważyłam, że w dnc są naprawdę duże promocje-przykładowo podkład rimmel match perfection kosztował ok 17 zł, wake me up też był na sporej obniżce. Jeśli macie tą drogerię w mieście to sprawdźcie u siebie co i jak. Możliwe, że u mnie po prostu pozbywają się towaru, a może jest tak wszędzie. 

Pierwszą rzeczą, którą dorwałam jest krem nawilżający matujący 25+ z ziaji. W Olsztynie przeszłam chyba 3 apteki za nim i nic, a dorwałam w swoim (mniejszym) mieście ;) Mam nadzieję, że sprawdzi się tak dobrze, jak u innych dziewczyn. Cena to 9,99 zł.
 Druga rzecz to wycofany już podkład w żelu z rimmela. Zapłaciłam za niego tylko 11,99 zł (!).
Dwie ostatnie to róże catrice defining blush w kolorach 010 toffee fairy (nie zmieniłam ustawień aparatu i zdjęcia nie są dobrym odzwierciedleniem koloru :( chyba najlepiej widoczny jest na swatchach. W każdym razie jest to całkiem ciekawy odcień brązu) i 060 rosewood forest (zgaszony, dość ciemny róż). Zapłaciłam 14,99 zł za sztukę.

 Swatche: