O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

poniedziałek, 31 marca 2014

cienie inglota

Jak widzicie moja kolekcja cieni inglota powiększyła się dość znacznie(jednak nie wszystkie, które tu widzicie to inglot)-dzisiaj więc chciałabym Wam powiedzieć kilka słów na ich temat. Jeśli macie na któryś ochotę to dajcie znać-podam Wam później numerek (ewentualnie mogę zrobić też swatche poszczególnych odcieni) ;) Chociaż widzicie, że głównie są to odcienie brązu, bardzo dzienne, ale myślę, że wiele osób takie lubi i używa.

Cienie mam we wszystkich wykończeniach-matowym, double sparkle i pearl. Wszystkie wyglądają pięknie w opakowaniu, jednak jakość różni się w zależności od wykończenia właśnie.
Na pewno matowe cienie są gorzej napigmentowane-trzeba się trochę namachać, żeby uzyskać pożądany kolor. Mam ten sam problem zarówno z miętą, jak i brązem. Co do wykończeń DS i P nie mam zastrzeżeń-od razu dają piękny kolor, są bardzo dobrze napigmentowane i na oku wyglądają dokładnie tak samo jak w opakowaniu.
Ogólnie cienie te bardzo lubię. Za to, że się nie osypują, nie pylą, ładnie łączą z innymi cieniami i blendują, mają piękne kolory. Na pewno także za cenę-10 zł za wkład to nie jest wysoka cena, w końcu starczą nam one na wieki. Przynajmniej przy tej ilości cieni i paletek, które ja posiadam.

sobota, 29 marca 2014

alantan dermoline: cała rodzinka kremów do twarzy ;)

Jeden z kremów alantan dermoline zrobił się ostatnio popularny, pewnie za sprawą Zmalowanej ;) Ja jednego z nich używam już od baardzo długiego czasu (dwóch lat?), a resztę dokupiłam stosunkowo niedawno. W każdym razie myślę, że mogę powiedzieć o nich kilka słów. Co prawda nie będę się zbytnio rozpisywać, bo już teraz mogę powiedzieć, że wszystkie te kremy się u mnie sprawdzają, ale myślę, że wypada napisać chociaż kilka słów o każdym z nich.

Na początku powiem, że posiadam 3 kremy z tej serii (nie mam pojęcia, czy jeszcze jakieś są dostępne-to jedyne, które widziałam):
-alantan dermoline krem ochronny półtłusty z witaminami A+E (różowy)
-alantan dermoline krem ochronny z witaminą A (fioletowy)
-alantan dermoline lekki krem (niebieski).
Pierwszy z nich gości w mojej kosmetyczne już od bardzo dawna-tak jak wspomniałam na początku. O dziwo kupiła mi go kiedyś moja mama. Ja zazwyczaj kupuję nie apteczne, a drogeryjne produkty. Stosuję go głównie na noc, ale sprawdza się także pod makijaż (na wysuszone miejsca, suche skórki itp). Wtedy nie wygląda to tak tragicznie, jakbym np. nałożyła puder na wysuszoną, podrażnioną skórę.
Nigdy nie spowodował u mnie wysypu niespodzianek, czy ogólnego pogorszenia stanu cery, stosuję go także pod oczy (zarówno na noc jak i pod makijaż).
Podejrzewam, że sprawdziłby się też po depilacji, np. włosków nad górną wargą.
Drugi z nich, mimo, że kupiłam niedawno (może z miesiąc) również przypadł mi do gustu. Stosuję go tylko i wyłącznie na noc. Tak jak poprzedni krem nie zapchał mnie ani nie pogorszył cery. Ma nieco wyczuwalny zapach-moim zdaniem średni-ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Powiedziałabym, że jest tak samo dobry, jak powyższy produkt, więc następnym razem nie będę kupować obu, a pewnie zostanę przy różowym.
Ostatni z nich jest z założenia lekkim kremem nawilżającym na dzień. I myślę, że mogę się z tym zgodzić. Gdy moja skóra miała gorszy okres nakładałam go nawet na całą twarz pod makijaż (gdy wraca do 'tłustej' normalności używam ziaji 25+). Myślę, że teraz, gdy powoli znów wychodzę ze stanu wysuszonej skóry, mogę go spokojnie stosować na noc-dla tłustej cery na pewno wystarczy ;) Plusy ma takie same jak poprzednicy-nie zapycha, nawilża, jest ogólnie przyjazny dla mojej skóry twarzy.
Poniżej możecie obejrzeć składy i opisy dwóch kremów. Różowej tubki używam już od dłuższego czasu, więc nie mam już kartonika.

wtorek, 25 marca 2014

nowości + testy paletki MUA

 Dzisiaj luźniejsza notka ;) Pokażę Wam kilka nowości i dwa 'testowe' makijaże wykonane paletką MUA.

 Pierwszą rzecz zobaczyłam u jednej z dziewczyn na YT (chyba u Panny Joanny w ulubieńcach). Jest to multifunkcyjny antybakteryjny krem bb lekki krem + puder w odcieniu 01 jasny beżowy z under 20. Co prawda na filmiku wydawał się jaśniejszy (i głównie dlatego się nim zainteresowałam), ale pomyślałam, że teraz, gdy moja cera znów jest wysuszona i zrobiło się wiosennie (no poza ostatnimi dniami) przyda się taki lekki kremik. Nie jestem tylko przekonana co do pojemności-ma aż 75 ml, a ja częściej jednak używam podkładów, czegoś bardziej kryjącego, niż takich kremów tonujących.
 Skład:
Swatch:
 2. Acne-derm. Zrezygnowałam z tabletek, więc pewnie będzie pomocny jak tylko skóra wróci do swojego 'tłustego'stanu-teraz gdy jest przesuszona nie chcę jej jeszcze dowalać effaclarami i tego typu maściami. Swoją drogą na początku chciałam skinoren, ale pani w aptece powiedziała mi, że ten ma identyczny skład (i jest połowę tańszy), więc wzięłam.
 3. Perfecta peeling cukrowy ujędrniający czekolada+olejek kokosowy. Na stancji nie miałam żadnego peelingu, więc wzięłam ten. I jestem baaaardzo zadowolona. Jak to pachnie! Pyszną czekoladką d; Jeśli miałyście ochotę i się wahałyście to polecam.
 4. Miss sporty so clear anti-spot, korektor w sztyfcie. W końcu znalazłam coś w miarę jasnego ;)
 Tutaj macie porównanie z synergenem(ten ciemniejszy)-różnica jest naprawdę widoczna.
 I ostatni punkt notki to dwa makijaże wykonane paletką MUA.
Pierwszy to zwykły dzienniak-zdaje się srebro połączone z różnymi brązami.
Drugi to (od wewnętrznego kącika) srebro przechodzące w złoto i również zmieszane brązy (załamanie + zewn. kącik). Nie mam pojęcia, czy to zobaczycie, ale musicie uwierzyć mi na słowo ;)

niedziela, 23 marca 2014

ziaja 25+ krem nawilżający matujący

Ziaja 25+ krem nawilżający matujący (nie mogli napisać nawilżająco-matujący?). Jest to kolejna perełka, która pojawia się na wielu blogach. Zyskał sympatię wielu osób, tak jak stało się z innymi tanimi produktami, np. pomadkami z wibo. Muszę przyznać, że sama podeszłam do niego sceptycznie-kupiłam kiedyś równie zachwalany krem tej samej firmy i nie byłam z niego zadowolona. Tak samo bywało z innymi topowymi produktami-były chwalone przez wiele blogerek, a mi nie przypadły do gustu.

Krem dostajemy w zafoliowanym kartoniku. Sam słoiczek jest bardzo prosty-biały, plastikowy, podobny do kartonika. Szału nie ma, ale jest schludny i nie razi w oczy ;)
Producent obiecuje nawilżenie, zmatowienie oraz zmniejszenie widoczności porów i zaskórników. Co do widoczności zaskórników, czy porów to nie wierzę, że zwykły krem mi to da. Co do nawilżenia to tutaj średnio, ale szczerze mówiąc nie na tym mi zależało. Najbardziej napaliłam się na obietnicę matowej skóry.

I rzeczywiście, okazało się, że to na czym mi najbardziej zależało znalazłam w kremie, do którego byłam dość sceptycznie nastawiona. Muszę też przyznać, że produkt okazał się bardzo dobrym kremem pod makijaż. Nie zostawia tłustego filmu, szybko się wchłania, a buzia po jego użyciu jest rzeczywiście matowa. Może nie przedłuża to trwałości makijażu, ale przynajmniej go nie skraca, jak robiły to inne kremy. Nie zrobił mi też krzywdy w postaci wysypu nieprzyjaciół, czy podrażnionej/zapchanej cery.
Skład:

Muszę przyznać, że bardzo się z tym kremem polubiłam i dołączyłam do jego zwolenników ;) Jest tani (ok. 10 zł), ma dużą pojemność i działa jak należy. Przyjemny jest też zapach-bardzo delikatny, ale wyczuwalny i uprzyjemniający aplikację. Jeśli z czasem nic w jego działaniu się nie zmieni to na pewno kupię go ponownie.

środa, 19 marca 2014

tangle teezer + coś dobrego

Tangle teezer-legenda wśród szczotek do włosów, polecana przez blogerki i youtubowiczki ;) Postanowiłam  skusić się na nią już chyba kilka miesięcy temu. Kosztuje dość sporo, więc dużo czasu mi zajęło kliknięcie, ale w końcu zapłaciłam 'dużo pieniędzy za kawałek plastiku'.

Szczotka przychodzi do nas opakowana w przezroczysty plastik-przynajmniej wersja kompaktowa, którą zamówiłam. A żeby używało mi się jej jeszcze przyjemniej to wybrałam miłą dla oka wersję w owieczki ;)
Szczotka dobrze leży w dłoni, nie wypada z niej. Ale czy działa tak jak powinna? Działa ;) Ja myję włosy codziennie, ale nie rozczesuję ich bezpośrednio po myciu, a przed kolejnym, wieczorem (kręcone włosy). Po tego typu działaniach, gdzie np. użyłam jeszcze pianki, wiadomo, że włosów na zwykłej szczotce trochę było. Na tej też są, ale jest ich dużo mniej. Na pewno ucieszą się z tego osoby, które tak jak ja, mają mało włosów, które są cienkie i nie chcą bez potrzeby tracić kolejnych.
Jednak jak widać 'igiełki' są dość krótkie i niezbyt masywne, więc nie wiem, czy grubszych głosów nie będziecie musiały czesać partiami, ale są też większe, standardowe wersje tej szczotki, które mają już chyba bardziej masywne igiełki. Może niech wypowie się ktoś, kto ma bardzo grube włosy i używa tej wersji lub standardowej. 
Ja w każdym razie jestem zadowolona. Produkt jest co prawda drogi, ale u mnie każdy włos jest na wagę złota, więc jestem w stanie to przeżyć.


I chcę Wam jeszcze pokazać coś dobrego ;) Niezbyt skomplikowana przekąska, ale na imieninach bardzo dobrze schodzi ;) Zrobienie jest proste, aczkolwiek dość upierdliwe-najpierw musicie ładnie położyć szynkę ('delikatną' z biedry), później pokroić ser mozzarella, pomidorka i polać wszystko sosem włoskim.

poniedziałek, 17 marca 2014

bell milky shake

Błyszczyk bell milky shake chodził mi po głowie już od dawna. A, że przerzuciłam się bardziej na pomadki to... sami rozumiecie ;)

Opakowanie jest typowe dla błyszczyków. Stojące, przezroczyste, nic specjalnego. 
Pędzelek nie jest za to typowy, bardziej jak ten do malowania, niż aplikator-gąbeczka. Jak na mój gust powinien być nieco większy.
Kolor, który wybrałam to 07. Daje rzeczywiście nieco mleczny efekt na ustach, rozjaśnia je jeszcze bardziej.
Podoba mi się to, że nie wylewa się poza kontur ust ani nie wchodzi w załamania. Plusem jest także trwałość, ale coś kosztem czegoś, bo za to błyszczyk jest lepiący.. Nie lubię za bardzo tego efektu na ustach, ale błyszczyka na pewno będę używać.

Na jego korzyść przemawia także zapach. Jest bardzo ładny, identyczny, jak te w błyszczykach stay with me od essence.
Myślę, że za te parę złotych to całkiem dobry produkt i warto się skusić ;)

sobota, 15 marca 2014

paese baza pod cienie

Znacie to uczucie, gdy nie możecie się zabrać do recenzji danego produktu? Tak właśnie miałam z bazą pod cienie paese. Niby kupiłam ją już dawno, niby post mógłby się pojawić już dawno, ale jednak nijak nie mogłam się do niego zabrać.

Bazę dostajemy zapakowaną w kartonik. W środku znajduje się czarny słoiczek-bardzo podobny do tych, w które są zapakowane bazy z kobo i artdeco.
Dostajemy 5 ml produktu za 16 zł.
Na początku przeraził mnie jej kolor-lekko fioletowy. Na szczęście nie daje żadnego koloru na powiece.
Konsystencja nie jest już tak bardzo masełkowata, jak np. w bazie z kobo, ale wciąż całkiem dobrze się ją aplikuje.
Jednak z tą bazą mam trochę love-hate relationship. Jest to kolejna baza, która działa jak i kiedy chce. Utrzymuje cienie dłużej, niż baza z artdeco, ale wciąż nie mogę liczyć na całodzienną trwałość cieni bez zebrania się w załamaniu powieki. W dodatku czasem trzyma je dłużej, czasem krócej, jak jej się podoba.

Nie mam pojęcia, czy to moje powieki tak się zmieniły, czy coś w tych bazach jest nie tak, ale nie mogę znaleźć żadnej, która utrzymałaby mi porządnie cienie. Nawet nie oczekuję podbijania koloru, chcę jedynie, żeby wytrzymały te 8-10h. Zostało mi już chyba niewiele tych nisko i średnio-półkowych baz, ale póki co szukam dalej w tym zakresie.

wtorek, 11 marca 2014

nowości ;)

Dzisiaj kilka nowości ;) 

1.W drogerii internetowej znów pojawiła się paletka MUA undress me too. Długo czekałam na jej powrót i nie mogłam tym razem nie kliknąć.


Swoją drogą przełożyłam też wszystkie swoje cienie pojedyncze do paletki magnetycznej. Jeśli możecie i chcecie mi polecić jeszcze jakiś ciekawy cień z inglota to proszę o komentarz ;)
2. Nivea, dwufazowy płyn do demakijażu oczu. 
 3. Carmex waniliowy. Długo za mną chodził i w końcu się skusiłam. Swoją drogą zwróćcie uwagę na napis na górze i dole opakowania: "vanilla" i "intensywnie nawilżający o smaku ŚMIETANKOWYM". To w końcu wanilia, czy śmietanka, hmmm? ;)
I ostatnia rzecz jest niekosmetyczne-mianowicie jest to herbata zielono-biała, jakkolwiek to nie brzmi. W każdym razie, jeśli ktoś lubi zieloną to ta też pewnie będzie mu smakowała ;)