O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

środa, 30 lipca 2014

rimmel scandaleyes rockin' curves (wersja czarna)

W ostatniej paczce od rimmela znalazłam m.in. tusz do rzęs scandaleyes rickin' curves. Tym razem nie w wersji czerwono-czarnej, a tylko czarnej. Szczerze mówiąc nie wiem czym one się różnią i czy w ogóle (?).

Opakowanie, tak jak i w jego poprzedniej wersji jest moim zdaniem ciekawe-wężowa skórka mi się podoba, a napisy raczej nie mają prawa się zetrzeć.
 Szczoteczka jest identyczna jak u poprzednika. Ma, powiedziałabym, falowany kształt. Końcówką można dotrzeć do trudno dostępnych rzęs.
Muszę powiedzieć, że z tuszu jestem zadowolona. Szczoteczką dość łatwo się operuje (nauczyłam się nie brudzić nią powieki i tuszu mogę używać na co dzień, nawet jak się spieszę), rzęsy są ładnie rozdzielone, wydłużone i pogrubione. Produkt trzyma się na nich cały dzień-nie znika, nie spływa w te upały, nie kseruje się. Nie podrażnia też oczu. 

Efekt na oczach (wybaczcie tak dużą ilość zdjęć):
Na dobrą sprawę nie mogę mu nic zarzucić, pozostaje mi jedynie polecić ;)

P.S. U Was też są takie upały? Ostatnio u mnie straaaasznie gorąco, a trzymając laptopa na kolanach wręcz się rozpływam :(

sobota, 26 lipca 2014

botanical choice purederm złuszczająca maska do stóp (skarpetki złuszczające)

Do zakupu skarpetek złuszczających przymierzałam się od jakiegoś czasu. Ale co patrzyłam na all to koszt takiego cuda wynosił 30 zł i więcej, co mnie osobiście nie satysfakcjonowało. Z pomocą przyszła biedronka ;) Skarpetki pojawiły się tam chyba za ok. 14 zł, więc jak na chęć zapoznania się z tego typu produktem w sam raz.

Skarpetki są zapakowane jak widać, w saszetkę. Musimy je wyjąć, rozciąć i trzymać w nich nogi przez max. 1,5 h. Niestety nie ma możliwości zawiązania albo jakiegoś innego zabezpieczenia, więc trzeba na nie nałożyć normalne skarpety.
 Uczucie podczas noszenia nie jest nieprzyjemne. Chodzenie jest co prawda utrudnione, ale nic nie szczypie ani nie boli. Po wyjęcia, umyciu i opłukaniu stóp również nie miałam żadnych negatywnych odczuć. Może jedynie coś w rodzaju mrowienia, ale to nic groźnego. Pamiętajcie tylko, żeby nie używać tego produktu na podrażnione, czy poranione stopy.
 Zgodnie z opisem producenta skóra powinna zacząć się złuszczaj w przeciągu 2 tygodni. Nie byłam do końca przekonana czy to działa, więc po paru dniach bez żadnych efektów pomyślałam: "pic na wodę, fotomontaż, nic z tego nie będzie".
  Aaaaale!  Poczekałam jeszcze parę dni i po mniej więcej tygodniu zaczęłam zrzucać skórę niczym bazyliszek w komnacie tajemnic. Nie tak grubą, nie tak spektakularnie ani nie w całości, ale przynajmniej coś się zaczęło dziać. Skóra zeszła mi z 'podeszwy', pięt, a od góry jedynie z palców i wciąż nie przestaje złazić (a chyba już minęło 2 tyg? skarpetek użyłam w czwartek, pierwszy dzień promocji w biedrze). W trakcie to nie wygląda zbyt ciekawie, w dodatku przy chodzeniu boso skóra jest wszędzie, ale po całym procesie stopy są gładkie. Chociaż przykładowo różowy ślad po starym odcisku nie chce zejść. Co prawda nie liczyłam no to i z efektów i tak jestem zadowolona, ale może większe stężenie kwasów coś by z tym zrobiło ;)
Piszę już teraz, bo może ktoś ma je jeszcze w swojej biedrze i chciałby wypróbować. Ja osobiście traktuję to raczej jako ciekawostkę-problemów ze stopami nie mam, nie stosuję nawet kremu, więc ewentualnie raz na pół roku-rok mogłabym użyć dla samej świadomości, że coś robię dla dobra stóp ;)

czwartek, 24 lipca 2014

nowości

Dzisiaj nieco luźniejszy post-pokażę Wam wczorajsze zakupy ;)

Wróciłam do kremu pod oczy lirene. Dobrze się sprawdzał, więc myślę, że jeszcze nie raz wyląduje w moim koszyku. Chyba, że możecie mi polecić coś innego, w dobrej cenie? ;) 14,99zł.
 Pigment z essence numer 07. Leżał w koszyczku, myślałam, że jest na przecenie.. A zapłaciłam 9,69 zł.
 Dwa ostatnie produkty-kredkę do oczu rimmel scandaleyes 003 brown (od dawna chciałam ją kupić) i cień z catrice 570 plum up the jam kupiłam 'w duecie'. W naturze była do wczoraj promocja 1+1 gratis. Za całość zapłaciłam 19,99 zł.

 Chociaż szczerze mówiąc cień w drogierii wyglądał na ciemniejszy. Mam też obawy co do jego trwałości-kameleona z tej samej serii nie była w stanie utrzymać żadna z moich baz pod cienie :( Będę musiała nałożyć na oczy i zobaczyć, czy mogę tak wyjść do ludzi.

poniedziałek, 21 lipca 2014

,,ty grubasie!"czyli o ludzkiej bezmyślności

Podejrzewam, ze większość osób, które miały nadwagę albo były wręcz otyłe uslyszalo podobne komentarze na swój temat. Czy ja kiedyś takie usłyszałam? Podobne na pewno. Czy było mi przykro? Oczywiście, ze tak. Komu by nie było?

Uwielbiam osoby, które znają się na wszystkim i rzucają radami w naszą stronę, a same doskonałe nie są. Główne ich rady, to: nie żryj tyle, więcej się ruszaj, nie jedz po 18-stej, pij dużo wody, jedz często, a mało. I ok, nie neguję dawania takich rad. Wiem, że w większości przypadków mogą być użyteczne. Ale wiecie co? Nie na wszystkich działają. I nie musicie wmawiać ludziom, że pewnie wędrują po nocach do lodówki albo robią coś źle. Ja na przykład nie jedząc po 18 nie schudnę nic, tak samo nie działa na mnie metoda "mało a często". Muszę podjąć naprawdę radykalne i ostre kroki, żeby zgubić chociaż kilka kilogramów. A i tak nie jest kolorowo, bo chudnę bardzo powoli i bardzo mało, a tyje bardzo szybko i właściwie 'z powietrza'. Właściwie nie jadam w miejscach typu KFC, nie jem dużo, a i tak mogę przytyć z bliżej nieokreślonych przyczyn.

Po co dziele się z Wami tymi przemyśleniami? Żeby niektórym osobom uświadomić, że kilka kg wiecej to nie tylko efekt lenistwa, ale może to być także spowodowane choroba (niedoczynność tarczycy, pco itp). Nie każdy grubas jest grubasem z wyboru, czy ze względu na lenistwo/złe nawyki. Ale na pewno każda taka osoba czuje się dużo gorzej w swoim ciele, wiedząc, że wygląd nie jest jej winą. Tym bardziej nie są jej potrzebne jeszcze docinki, szepty za plecami, czy krzywe spojrzenia. I nie, nie mówię, że wtedy nie można schudnąć. Mówię jedynie, ze jest to ciężkie i rozumiem osoby, które po jakimś czasie żmudnej walki się poddają.

P.S. I to też nie jest tak, że ja się w tym poście żalę jak to mi jest źle. Nie. Po prostu próbuję otworzyć niektórym oczy, uświadomić, że nie każdy może łatwo osiągnąć efekt i nie można na takie osoby krzywo patrzeć, czy komentować wyglądu. Bo uwierzcie, że takie osoby próbują albo próbowały wszelkich możliwych sposobów na pokonanie problemów. A często dalej nie są zadowolone z efektu. To samo tyczy się nie tylko wagi, ale każdej innej dolegliwości, która nie jest naszą winą. Weźmy np. trądzik-ludzie leczą to latami, starają się jak mogą-często nieskutecznie. Ale inny i tak wiedzą lepiej.

niedziela, 20 lipca 2014

essence beach cruisers waterproof liquid eyeliner

Już jakiś czas temu minął mi szał na edycje limitowane essence. Pamiętam, że jeszcze nie tak dawno temu leciałam do drogerii, żeby wykupić połowę standu (chociażby przy vapire's love). Nie wiem, czy teraz produkty są gorsze, czy może ja się starzeję, ale coś z limitki kupuję raz na jakiś czas. Beach cruisers na początku również omijałam-dopiero gdy zobaczyłam swatche tego eyelinera na którymś blogu i jedną nieotwartą sztukę w mojej naturze, postanowiłam go kupić. Zapłaciłam 9,99 zł.

Opakowanie jest chyba typowe dla eyelinerów w pędzelku. Wyróżnia się tylko kolorem, dzięki czemu można go łatwiej znaleźć.
Wersja kolorystyczna, którą posiadam to 01 sun, fun & copper! Jak sama nazwa wskazuje jest to odcień miedziany. Pięknie podkreśla niebieskie oczy.
 Co prawda eyelinera użyłam dopiero kilka razy, ale już mogę go pochwalić. Pędzelek jest wygodny, można nim narysować nawet bardzo cienką kreskę. Sam eyeliner ładnie się rozprowadza, jest dobrze napigmentowany i nie podrażnia oczu. Ponadto przez 2 ostatnie dni zdał test trwałości na 6 ;) Miałam go na oczach cały dzień w pełnym słońcu. Ja się roztopiłam, ale on nie. Został na miejscu cały dzień i nawet nie zblakł. W dodatku nałożyłam go bez bazy, co przy np. użyciu cienia skutkowałoby zebraniem się w załamaniu po 15 minutach (biorąc pod uwagę panujące upały). Jak widzicie jestem pod wrażeniem ;)

Swatche:
Recenzję piszę już teraz, bo może ktoś z Was się wahał, a macie go szansę jeszcze gdzieś dorwać. Naprawdę warto ;)

P.S. mimo, że nie lubię upałów, to uwielbiam latem spędzać czas na wsi ;)

środa, 16 lipca 2014

rimmel stay matte primer

Lubię bazy pod makijaż. Swego czasu używałam codziennie silikonowej sorayi, ale gdy ją wycofali nie szukałam zamiennika. Dopiero po jakimś czasie znalazłam parę produktów, które mogłyby mi zastąpić ukochaną poprzedniczkę, ale już nie używałam ich codziennie. Raczej na ważniejsze wyjścia, czy wtedy, gdy chciałam mieć pewność, że makijaż przetrwa nieco dłużej. I tak zostało do dzisiaj. Bazy używam albo na większe wyjścia albo jeśli wiem, że spędzę kilka godzin poza domem.

Opakowanie stay matte primer to miękka tubka. Łatwa aplikacja i możliwość przecięcia opakowania-na pewno wiele kobiet to doceni.
 Produkt ma postać białego.. no właśnie, czego? Dla mnie jego konsystencja to coś pomiędzy kremem, a bazą. Nie wiem, co oznacza numer 003 na opakowaniu, bo innego produktu tego typu z tej serii nie ma. Chyba, że miało to być coś w stylu 1-podkład, 2-róże w kremie, 3-baza? Nie mam pojęcia.
 W każdym razie baza już przy pierwszych testach przypadła mi do gustu. Od razu po nałożeniu buzia jest matowa, więc osoby z bezproblemowymi cerami, ale z problemem błyszczenia mogą jej używać solo. Ja natomiast stosowałam ją pod podkład, który na bazie rozprowadza się bardzo dobrze, a którego trwałość recenzowany produkt przedłuża. A więc nasza twarz pozostaje na dłużej matowa i dodatkowo mamy przedłużenie trwałości podkładu. Nie mam problemów z porami, więc tutaj się nie wypowiem, ale mogę dodać, że baza nie zapycha, co jest ważne dla tłustych i/lub trądzikowych cer skłonnych do niedoskonałości. Nie próbowałam stosowania go na podkład, bo to jest dla mnie nieco dziwne i nie chciałam sobie zepsuć makijażu. Ale jeśli próbowałyście to dajcie znać ;)
 Dla mnie jest to dobry produkt w przystępnej cenie. Co prawda otrzymałam go do testów-nie ukrywam tego, że współpracuję z marką rimmel, ale produkt pewnie odkupię. Za własne pieniądze, a to już o czymś świadczy. Na pewno dalej go będę używać zarówno na co dzień, jak i na wyjścia. Uratował moją wiarę w affinimatt-z bazą utrzymuje się dłużej i dłużej wyglądam jak człowiek. Nie zostanie przez to moim ulubieńcem, ale przynajmniej będę miała szansę go zużyć.
Używacie baz pod makijaż? Macie jakąś szczególną, która trzyma podkład przez np. całe wesele przy cerze tłustej? Chętnie poczytam Wasze sugestie i przyjrzę się Waszym typom wśród tego rodzaju kosmetyków ;)

poniedziałek, 14 lipca 2014

catrice defining blush

Róże od catrice jakoś nigdy mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc róży w ogóle używam sporadycznie (ale za to mam ich zaskakująco dużo). Defining blush to był typowy zakup po wpływem impulsu. Nie planowałam tego, nie czytałam opinii. Zresztą praktycznie nigdy ich nie czytam-jak mi się coś podoba to kupuję ;)

Opakowanie róży jest moim zdaniem ładne i praktyczne. Proste, trwałe i od razu widać z jakim odcieniem mamy do czynienia. Jest w nich niby 5g, ale nie mam pojęcia jak i kiedy zużyję taką pojemność-zawsze marzyły mi się róże po 1-2g, dzięki czemu byłabym w stanie go zużyć w krótszym czasie.
Posiadam 2 kolory:
-010 toffee fairy. Chciałam coś wpadającego w brąz, coś na granicy różu i bronzera, ale nie za ciemnego z uwagi na moją jasną karnację.
-060 rosewood forest. Jest to chłodny róż. Dla mnie być może za chłodny-podobnie jak w tym z rimmela przy zbyt dużej ilości mogę wyglądać jak poparzona.
Muszę przyznać, że róże bardzo mi się podobają. Łatwo się nakładają, nie można zrobić sobie plamy, kolor na początku nie jest zbyt mocny, a intensywność można stopniować. Na szczęście nie spowodował na skórze wysypu niespodzianek ani nie podrażnił jej w żaden sposób. Już widzę, że będzie także wydajny. Czasami co prawda zdarza mu się zniknąć, czy wyblaknąć w ciągu dnia, ale robi to równomiernie i jest to tak naprawdę jedyny minus tego produktu.
Jeśli kiedykolwiek skończę swoje wszystkie róże to myślę, że jest duża szansa, że wrócę właśnie do tych. A przynajmniej do 010.
Swatche:

sobota, 12 lipca 2014

catrice liquid metal + zakupy

Mało jest na moim blogu negatywnych recenzji. Jeśli mogę coś z kosmetyku wydobyć to to robię. Zresztą mam chyba szczęście co do wyboru kosmetyków i rzadko który okazuje się totalnym albo chociaż częściowym bublem.

Catrice liquid metal eyeshadow to cień, który dobrze się zapowiadał. Ładnie wytłuczony wzorek, obietnica pięknego, metalicznego efektu. Odcień, który wybrałam-080 mauves like Jagger-również odpowiada moim wymaganiom.
A jak się współpracuje z cieniem? A no słabo. Przy aplikacji pędzelkiem cień zanika, traci na intensywności-to samo przy rozcieraniu. Dodatkowo osypuje się, co także nie jest przyjemnym doznaniem. Nałożony palcem jest już bardziej intensywny i lepiej wygląda, ale gdybym chciała dodać do niego inny cień i rozetrzeć wszystko razem, to musiałabym oczywiście ponowić aplikację tego z catrice, ponieważ zniknąłby w znacznym stopniu.
Trwałości nigdy nie oceniam-zawsze używam bazy. I jeśli tą macie dobrą i sprawdzoną, to ten produkt też powinien na niej przetrwać.
Cena też nie jest zachęcająca. Kosztuje chyba 18 zł, więc jak na taką markę i tej jakości cień to sporo. Kolory, które są dostępne bardzo mi się podobają i nawet byłabym skłonna tyle zapłacić, ale z tego co widzę po tym odcieniu..  sami rozumiecie.
Swatche:



I czas na małe zakupy ;)

Crystal essence mineral deodorant roll-on pomegranate.
 Iwostin trójaktywny antyperspirant nawilżający.
 Złuszczająca maska do stóp purederm. Użyłam wczoraj, ale na razie nic się nie dzieje.
 Essence beach cruisers, eyeliner 01 sun, fun & copper! Ma piękny, miedziany odcień, idealny do niebieskich oczu.
 Long 4 lashes. Odżałowałam tą kasę i postanowiłam spróbować.


P.S. Jak niektórzy wiedzą można mieć wgląd w to, jakie zdjęcia są ściągane z mojego bloga-wiem, które to dokładnie zdjęcia i ile razy zostało pobrane  I zastanawia mnie jedno. Może macie pomysł po co komuś zdjęcia mojej twarzy albo co gorsza efekt użycia plastrów na nos?