O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

poniedziałek, 29 września 2014

pierwszy test tuszu max factor 2000 calorie curved (wersja czerwona) + nowosci

Dzisiaj chciałam Wam pokazać pierwsze testy tuszu do rzęs max factor 2000 calorie (wersja czerwona z zakrzywioną szczoteczką), swatche pomadki golden rose velvet matte 07 i kilka innych nowości ;)
Widać na pewno nie tylko działanie tuszu, ale także odżywki do rzęs.

 I teraz parę rzeczy niezbędnych na stancji ;)

Skino, żel do golenia. Muszę przyznać, że do depilacji nóg wolę te 'męskie' pianki, niż te typowo przeznaczone dla kobiet.
 Bebeauty SPA maroko, żel po prysznic. Bardzo lubiłam ten o zapachu 'brazylia', ale zdaje się, że go wycofali i teraz muszę kupować inne. Ale ten też ładnie pachnie ;)
 Nivea double effect antyperspirant
Garnier mineral invisiclear antyperspirant. Lubię mieć wybór i dwa rodzaje antyperspirantów w łazience, a tego jeszcze nie miałam ;)

Mac pro longwear paint pot soft ochre. Chodził za mną bardzo długo i w końcu kupiłam ;)
 Tak wygląda na oku.
A to obiecany swatch pomadki golden rose velvet matte 07. Na moich jasnych ustach wychodzi jak typowy jasno-różowy barbie pink.
Swoją drogą nie mam pojęcia jak ja znowu się zbiorę na tą stancję..Samych kosmetyków będzie pewnie z pół torby albo i cała (wliczając te do pielęgnacji oczywiście, żel po prysznic, szampon itp zajmują dość sporo miejsca). A to poniżej to tylko pomadki.
Poza tym jeśli zastanawiacie się nad kupnem nowego masełka z nivei, to mogę powiedzieć, że warto ;) Używam odkąd kupiłam i bardzo mi się podoba!;)

piątek, 26 września 2014

rimmel wonder'full

Dostałam w końcu plan na uczelni. Nie wiem czy u Was też tak jest, ale u mnie zawsze układają okropne plany. Mam wręcz wrażenie, że robią je na złość studentom. Dziury między zajęciami, zajęcia porozwalane po jedno-dwa na dzień, kończenie w pt o 16:30. Niedobrze. Ale przejdźmy do tematu notki.. A dzisiaj będzie o tuszu rimmel wonder'full.

Opakowanie moim zdaniem jest bardzo ładne. Miedziany kolor przyciąga wzrok i zapewne ułatwi znalezienie tuszu w kosmetyczce.
Szczoteczka jest silikonowa. Dość duża, przez co za pierwszym razem ubrudziłam sobie prawie całe powieki. Teraz już jestem do niej przyzwyczajona i całkiem dobrze nam się współpracuje.
Tusz mimo negatywnych opinii (nawet ja nie byłam zachwycona po pierwszym użyciu) teraz sprawdza się całkiem dobrze. Trzyma się cały dzień, nie kruszy, nie osypuje, ma ładny kolor. Efekt moim zdaniem to głównie rozdzielenie, wydłużenie, ale także pogrubienie(jednak bardziej na dzień).
Na moich rzęsach prezentuje się w ten sposób. Zaznaczam jednak, że od kiedy wyhodowałam sobie dłuższe rzęsy praktycznie każdy tusz się na nich sprawdza. Zresztą jeśli przejrzycie bloga, to nawet wcześniej prawie z każdego byłam zadowolona.

środa, 24 września 2014

EOS (evolution of smooth) balsam do ust

Jajeczko EOS zyskało sporą popularność zarówno na blogach, jak i na YT. Długo za mną chodziło, bo jak na balsam sporo kosztuje (na all ok 20 zł z wysyłką to najniższa cena) i w końcu zmusiło mnie do zakupu ;)

Opakowanie jest tutaj chyba największą frajdą ;) Jest to odkręcane jajeczko, które skrywa w sobie półokrągły balsam. Jego forma bardzo ułatwia aplikację, można to robić nawet bez lusterka i nie trzeba się namachać, żeby uzyskać odpowiedni efekt.
Warto wspomnieć, że jajeczko jest w 100% naturalne i 95% organiczne. Jest go w opakowaniu 7g. Dziwi mnie tylko długi czas przydatności, bo to aż 36 mscy od otwarcia.

Wersja, którą posiadam to summer fruit. Szczerze mówiąc wzięłam ją tylko dlatego, że była najtańsza.
Zapach moim zdaniem jest średni, nie wiem dlaczego dziewczyny piszą wszędzie,że jest piękny. Dla mnie to jest zapach kosmetyku naturalnego, nic więcej. Smak za to jest słodki, ale nie chemiczny. Bardzo trafiony.
Balsam pozostawia na ustach bardzo przyjemną warstewkę. Nie lepi się ani nie zbiera w załamaniach po czasie, a jedynie chroni i nawilża usta. Zaznaczam jednak, że moje usta są w bardzo dobrym stanie-nie mam żadnych odstających skórek, nie są przesuszone ani spierzchnięte. Produkt moim zdaniem działa dość delikatnie, więc na pewno nie pomoże na większe problemy. Będzie trzeba je leczyć czymś innym. To samo się tyczy ust wymagających, które ratują się np. tylko aptecznymi produktami.
Moim zdaniem jest to bardzo fajny gadżet do torebki ;) Nie połamie się, ma odpowiednią formę, daje przyjemne uczucie nawilżenia i na pewno będzie zwracał uwagę. Szkoda, że nie można go dostać stacjonarnie w Polsce, bo ceny w drogeriach internetowych i na all są jednak trochę za wysokie. Niemniej jednak kusi mnie ta nowa wersja (coconut milk?). Zobaczymy ;)

wtorek, 23 września 2014

Słodka fałszywość

Może ja jestem zła i niedobra, może rzeczywiście małe to wredne. Ale powiem Wam coś. Nie lubię wszystkich. Nie da się lubić każdego. Nie uśmiecham się do każdego z kim jadę autobusem, nie powiem zawsze miłego słowa pani w sklepie czy dziekanacie. No nie. Po prostu nie.
Znacie ten typ osoby, która jest miła dla każdego? Ze słodkim głosikiem i równie przesłodzoną minką? Bo ja znam ;) I wiecie co? Takie zachowanie jest dla mnie nienaturalne, nie da się być miłym dla każdego i każdego kochać. Każdego dnia o każdej godzinie. Takie osoby mnie z czasem nawet denerwują. Wiecie dlaczego? Bo zazwyczaj są też fałszywe. To taki typ słodkiej żmijki, która jest miła dopóki jej pasujesz, pomożesz, pokażesz. A co się dzieje gdy nie ma Cię w pobliżu? No właśnie, tu się zaczyna ;) Obgadywanie, czasami plotki, nienawiść. Czasami takie osoby potrafią się zachowywać w ten sposób nawet w stosunku do osoby, którą nazywają 'przyjaciółką'. I co ciekawe obie robią to samo-najlepsze przyjaciółki jak są razem i najbardziej opluwające się jadem, gdy rozmawiają za plecami. Znam takie przypadki, widziałam na własne oczy jak to się odbywa. I naprawdę nie życzę nikomu.

Na własnej skórze też się przekonałam o istnieniu takich ludzi. Jak już pisałam, wyraz mojej twarzy może nie jest zawsze jakoś super przyjazny, ale to dlatego, że jestem po prostu normalnym człowiekiem. Czasami bez humoru, czasami zmęczonym. Ale zawsze za to starałam się pomóc. Już kij z tym, że czasami taką bezinteresowną pomoc potrafi się nieźle wykorzystać (masz przyjść i mi zrobić ten komputer tu i teraz! jesteś w trakcie posiłku? to co, skończysz potem!). Celowo nie mówię o kogo chodzi, bo to przecież nie jest wpis oczerniający daną osobę. W każdym razie miałam kogoś takiego w swoim otoczeniu-miła, czasami nawet pomocna, starała się nie robić kłopotów. A co wyszło z czasem? Że to człowiek fałszywy. I to naprawdę. Najpierw zaczęło się niby przypadkowe utrudnianie życia, później niby nie związane z hejtem wypowiedzi, ale jednak wypowiadane po to, żeby wbić tą szpilę. Skończyło się na naprawdę wielkim świństwie ze strony tej osoby i zakończonej znajomości. Ot, do czego prowadzą takie znajomości.

I nie przychodzę po to, żeby jakoś sobie pomarudzić i ulżyć, bo "jestem taka pokrzywdzona". Nie, po prostu mam czasem ochotę napisać tego rodzaju tekst, może ostrzec Was przed różnymi ludźmi, uświadomić o pewnych sprawach (jak np w TYM poście). Nie miejcie mi tego za złe ;)

P.S. Zastanawiam się czy od pisane od czasu do czasu tego typu notki Wam odpowiadają? Może nie mam jakiegoś talentu literackiego, ale lubię się czasami wyżyć nieco innym rodzajem tekstu. Dajcie znać co myślicie ;)

poniedziałek, 22 września 2014

Tańszy zamiennik: TRIBIOTIC

Czasami udaje mi się wyhaczyć jakiś tańszy odpowiednik maści/leku. Myślę, że jeśli coś takiego znajdę, to mogę się z Wami tym podzielić ;) I, żeby nie było nieprzyjemnych komentarzy-te zamienniki poleca mi zwykle miła pani w aptece, ja później porównuję skład i ewentualnie kupuję ponownie. Nie wkleję tutaj niczego, czego bym sama nie używała.

Dzisiaj notka będzie o maści o nazwie polibiotic, czyli zamienniku tribioticu. Skład mają taki sam, a pierwszy produkt jest tańszy. Zapewne tylko dlatego, że nie jest 'znany'. Jak widać poniżej skład jest identyczny, więc po co przepłacać ;)

sobota, 20 września 2014

lirene wybielanie: tonik 3w1 i oczyszczanie 3w1

Seria wybielanie od lirene zainteresowała mnie od razu po wejściu na rynek. Kupiłam tonik i produkt 3w1. Zastanawiałam się jeszcze nad kremem, ale ostatecznie nie wzięłam. Może kiedyś ;) Producent obiecuje nam oczyszczenie, wyrównanie koloru i redukcję przebarwień, więc nie powiem, napaliłam się jak szczerbaty na suchary. Produkty nie są jakoś bardzo drogie, ale trzeba trochę za nie dać (tonik na pewno ok 17-18 zł, myślę że peeling+maseczka podobnie).

Opakowanie nie wyróżniają się jakoś bardzo. Tonik (200 ml) standardowo wylewa się na wacik, a żel myjący+maseczka+peeling (75 ml) znajduje się w miękkiej tubce.
Ten produkt stosuję najczęściej jako maseczkę, ale jest to też całkiem dobry peeling. Ładnie oczyszcza skórę nie podrażniając jej przy tym i pozostawia ją gładką po użyciu.
Toniku używam na noc. Ma ładny, świeży zapach i nie podrażnia moje skóry. Szczerze mówiąc najpierw stosowałam go sumiennie, później przestałam ze względu na lato(wiadomo, że kwasy+ostre słońce to nie jest najlepszy pomysł), a teraz znów do niego wróciłam i zamierzam stosować dalej.
Oczywiście nie mogę ocenić tych produktów oddzielnie, ale mogę powiedzieć, że razem działają. Nie wiem na ile to moja wyobraźnia, a na ile rzeczywiste działanie, ale myślę, że moja przebarwienia wyglądają dużo lepiej-są mniej czerwone, a więc mniej widoczne i łatwiejsze do zamaskowania, a późniejszego zlikwidowania.
Przy toniku warto zauważyć, że na drugim miejscu w składzie mamy już kwas migdałowy.
Tak to mniej więcej wygląda na dzień dzisiejszy.  Moim zdaniem tragedii naprawdę nie ma ;) Chociaż podejrzewam, że przy czymś takim wizyta na kwasach u kosmetyczki będzie niezbędna.

Moim zdaniem produkty naprawdę dobrze się spisały, tonik na pewno kupię ponownie (bo pastę mam z ziaji) i będę testować równocześnie z serią z ziaji, która też ma w sobie kwas migdałowy.

piątek, 19 września 2014

Zakupy ;)

Dzisiaj ponownie wybrałam się na małe zakupy ;) Trochę chyba w celu poprawy humoru.. A co kupiłam? ;)

Portfel. Chciałam coś większego, żeby nie zbierać się pół godziny przy kasie, gdy pani wydaje mi resztę. Mam jeden zamek i od razu kieszonkę na papierkowe pieniądze i na drobne ;) Myślę, że usprawni to nieco moje działania, a zakup zresztą bardzo mi się podoba. No i kosztował tylko 29,99 zł.
 Maseczki. Ziaja liście zielonej oliwki (najnowsza seria):
-oliwkowa maska koalinowa z cynkiem oczyszczająco-ściągająca, skóra tłusta, mieszana, redukuje pory i zaskórniki
-oliwkowa maska regenerująca z kwasem hialuronowym, skóra normalna, sucha, wrażliwa
 I oczywiście masełko do ust nivea kokosowe. Wyszło jeszcze jagodowe, ale nie mogę go na razie nigdzie dostać :(
 Wspominałam, że lubię te masełka? ;) Wcześniej wypróbowałam już wszystkie pozostałe warianty.

P.S. Założyłam sobie twittera i instagrama-jak może zauważyłyście na blogu pojawiła się zakładka "gdzie mnie znaleźć". Tam też dodałam nazwy moich kont ;) Będzie mi bardzo miło, jeśli wpadniecie i zaczniecie obserwować ;) Na insta wstawiam już zdjęcia, a twittera rozkręcę jak znajdzie się chociaż kilka obserwujących. Zostawiam Wam adresy:
Twitter: @Chochlik_blog   https://twitter.com/Chochlik_blog 
Instagram: @chochlikkornwalijski http://instagram.com/chochlikkornwalijski

Oczywiście fejs też jest ważny ;) https://www.facebook.com/pages/Kosmetyczka-Chochlika/414618588652551?ref=bookmarks