O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

poniedziałek, 30 marca 2015

floslek czekoladowa wazelina do ust

Wazeliny do ust (w różnych wersjach zapachowych) firmy floslek pojawiły się ostatnio w biedronce. Moją wypatrzyła i kupiła mi mama (aż jestem z niej dumna!d;). Oczywiście telefon i pytanie, którą wersję brać-jedynym słusznym wyborem w moim przypadku zawsze jest wersja czekoladowa (chyba jest jeszcze poziomkowa i waniliowa).

Produkt dostajemy w puszce opakowanej w kartonik-dobra opcja, przynajmniej wiemy, że nikt nam wcześniej nie zmacał zakupu.
Pierwsze wrażenie po otwarciu... mega zapach! piękny, czekoladowy, mogę wdychać i wdychać. Naprawdę potrafi umilić wieczór ;) Smaku nie ma żadnego.
Działanie jest równie dobre. Wazelina ładnie nawilża usta-ja zazwyczaj aplikuję swoją na noc, a rano budzę się z wygładzonymi i gotowymi na każdy rodzaj pomadek ustami. Z racji, że jest to słoiczek stosuję go tylko w domu, ale gdyby była też wersja w sztyfcie o identycznym zapachu i właściwościach, to nie rozstawałabym się z nią ;)
Zdziwił mnie nieco okres przydatności, bo 6 miesięcy to jednak dość mało na zużycie 15g. Szczególnie jeśli ktoś posiada kilka balsamów. Ale to taki mały minus. I tak kupię ją ponownie po wykończeniu tej ;)

sobota, 28 marca 2015

alterra dusch-peeling papaya & bio-kokos (peeling pod prysznic, papaja i ekologiczny kokos)

Peeling pod prysznic z alterry kupiłam podczas jednej z promocji w rossmannie. Była wystawiona od razu przy wejściu-patrzę naturalny kosmetyk, pewnie będzie fajny. I wzięłam ;) 

Opakowanie to ładna, miękka tubka, którą pewnie można by było rozciąć pod koniec zużywania.
 Produkt rzeczywiście całkiem dobrze peelinguje skórę ciała nie robiąc jej przy tych krzywdy. Oczyszcza skórę nie pozostawiając żadnej warstwy-jak to peeling ;) Jednak nie kupię go ponownie ze względu na zapach.. Spodziewałam się czegoś naprawdę ładnego, naturalnego kokosa, może nawet papai, ale niestety. Po zbliżeniu nosa do tego żelu czuję jedynie dość mocny alkohol. Nie wysusza ani nie podrażnia mi skóry, ale od kosmetyków po prysznic wymagam dwóch rzeczy-żeby mył/peelingował i ładnie pachniał (ewentualnie w przypadku żelu, żeby się pienił). To mi sprawia przyjemność, a w przypadku tego produktu... używam go, żeby zużyć.
 Skład:

wtorek, 24 marca 2015

porównanie jasnych podkładów część 3

Dawno nie było serii porównawczej z podkładami, więc dzisiaj postanowiłam załączyć kolejną porcję swatchy ;) Na głównej stronie bloga pojawiła się zakładka odnośnie tej serii-znajdziecie tam pozostałe 2 części, które pojawiły się wcześniej (KLIK). Teraz na tapetę biorę 2 bb kremy, najnowszy podkład od rimmela, burżuja (najwydajniejszy podkład na świecie! używam go od sierpnia, a mam jeszcze pół buteleczki) i max factora.
 Swatche są podpisane, więc nie będę już każdego opisywać ;)

sobota, 21 marca 2015

zoeva eyeshadow fix long wear matte (matowa baza pod cienie)

O firmie zoeva ostatnio zrobiło się głośniej-głównie za sprawą paletek i pędzli, ale ja w akcie desperacji zdecydowałam się na ich matową bazę pod cienie (jest jeszcze wersja perłowa) ;) 
Moje powieki są bardzo tłuste i bardzo opadające-taki mix daje mi nieźle popalić i naprawdę mało która baza jest w stanie utrzymać cienie na przyzwoitym czasowo poziomie. A do tej pory przetestowałam chyba większość dostępnych na rynku (essence, cashmere z daxa, virtual, kobo, bell, artdeco, lumene, paese, hean, paint pot z MACa).

Bazę zamówiłam na stronie mintishopu (nie współpracuję z nimi, żeby nie było) za ok 27-28 zł+przesyłka. Paczka przyszła szybko, sprawnie, niestety baza była chyba z jakiejś felernej serii, bo prawie jej nie ma w opakowaniu. Sklep zachował się w porządku, ale już nie będę całej sprawy opisywać, bo w sumie to nie ważne i nie o to w recenzji chodzi.

W każdym razie produkt przychodzi w dość małej tubce i czarnym kartoniku. Fajnie, że jest to tubka, nie trzeba nigdzie wkładać paluchów itd.
 Pojemnościowo to wygląda tak, że dostajemy 7,5 ml produktu ważnego przez 6 miesięcy od otwarcia. Trochę krótko i pewnie przekroczę ten termin, ale trudno.
Szczerze mówiąc na początku myślałam, że baza będzie kolejnym niewypałem. Wszyscy zawsze mówią "nakładaj mało bazy, musi być jak najmniejsza ilość, bo inaczej cienie się zrolują". No nie koniecznie.. Nie w moim przypadku ;) Początkowo właśnie tak ją nakładałam i byłam niezadowolona-cienie się rolowały po niedługim czasie. 

Dopiero jak zaczęłam nakładać większe ilości (widocznie moja powieka potrzebuje porządnej warstwy "ochronnej") baza zaczęła się sprawdzać. Teraz mogę śmiało nakładać na nią każde cienie bez przypudrowania powieki po nałożeniu bazy i trzymają się cały dzień, nawet po 10 godzin. Nie zbierają się w załamaniu ani nie blakną. 

Dobrze jest jednak nałożyć na powiekę jakiś cień bazowy, wtedy kolory będą się łatwiej blendować-pod tym względem początkujący mogą mieć problem. Dla mnie to nie jest żadna przeszkoda.
Mogę śmiało stwierdzić, że jest to najlepsza baza spośród tych, które kupiłam w przeciągu nawet kilku lat. Ostatnio żadna nie dawała rady, a ta jest moim wybawieniem-już nie muszę się martwić, że po 3 h na uczelni coś mi się zbierze w załamaniu ;) Jest warta absolutnie każdej złotówki (niby nie jest aż tak droga, ale 30 parę zł też piechotą nie chodzi ;p). Cieszę się, że nie zdążyłam zainwestować w UD.

piątek, 13 marca 2015

porównanie korektorów (kamuflaży) catrice camouflage i rimmel lasting finish concealer

 Dzisiaj chciałam na szybko pokazać Wam porównanie kolorów korektorów catrice camouflage 010 ivory i rimmel lasting finish 010 porcelain (czyli oba w najjaśniejszym odcieniu). Cenowo wychodzą praktycznie tak samo, bo za 6g rimmela musimy dać 28 zł, natomiast za 3g catrice ok 13.
Na swatchach wyraźnie widać, że jaśniejszy jest rimmel. Catrice do jasnych cer raczej się nie nada-przynajmniej nie na podkład. Można to jakoś wklepać, rozsmarować i będzie ok, ale po co skoro jest jaśniejsza opcja ;)
PEŁNA RECENZJA PORÓWNAWCZA OBU PRODUKTÓW ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ: http://chochlikkornwalijski.blogspot.com/2015/07/catrice-camouflage-vs-rimmel-lasting.html

wtorek, 10 marca 2015

urban decay naked basics 2

Zawsze chciałam spróbować czegoś z firmy urban decay ;) Na początku oczywiście myślałam o słynnej bazie.. ale jakoś ta myśl mnie nachodziła i odchodziła. Jakiś czas temu jednak można było znaleźć w internecie kod na 30-sto procentową zniżkę do sklepu internetowego sephory. Uzbrojona w taki rabat wybrałam paletkę urban decay naked basics 2. Standardowe paletki mnie kusiły, ale w sumie miałam podobne kolory, a nawet takie same w innych paletkach, więc nie dublowałam ich. Poza tym "duże" paletki są odpowiednio droższe (199 zł). Ja za swoją zapłaciłam razem z wysyłką coś ok 80-90 zł. Normalnie basics kosztują 120.

 Opakowanie jest bardzo ładnie. Jest to prosta, zgrabna kasetka z lusterkiem. Już przy dotykaniu można stwierdzić, że była droższa.
 W palecie mamy 6 cieni. Większość to dzienne, delikatne (jak nazwa wskazuje) maty w chłodnych odcieniach. Ja przy jednym makijażu używam kilku odcieni-tu coś dam na całą powiekę, tam dołożę w załamanie, czymś przyciemnię itd.
 Cienie są dobrymi współpracownikami. Dobrze się nakładają, łączą ze sobą jak i z innymi cieniami, nie mam problemu z ich rozblendowaniem.
 Na dobrej bazie utrzymają się na powiekach cały dzień, jednak jeśli chodzi o trwałość to mam tu pewien zarzut. Mianowicie same nie utrzymają się zbyt długo. U mnie co prawda żadne cienie tego nie robią, ale przy takiej cenie można by było na to liczyć.
 I w sumie mam dylemat w ocenie tego produktu. Z jednej strony cienie są fajne i na pewno ich nie sprzedam ani nie oddam-są całkiem dobrze napigmentowane (chociaż nie krzyczałam z radości i nie odtańczyłam tańca szczęścia, są po prostu dobre w tej kwestii), lubię ich używać, nadają się do zabrania na wyjazd.

Ale z drugiej strony jeśli patrzyłabym przez pryzmat ceny (120 zł), to nie wiem czy aż tak bardzo różnią się od innych cieni. Po pierwszym użyciu nie miałam ochoty wszystkim oznajmić jakie są cudowne i lepsze od innych moich paletek ani zbudować im ołtarzyka. Sami musicie ocenić czy chcecie zainwestować w takie cienie.

Tutaj przykładowe makijaże. Tak wiem, że są bardzo podobne, ale i kolory w palecie nie są zróżnicowane.


wtorek, 3 marca 2015

golden rose color sensational lipgloss 104

Dzisiaj będzie o błyszczyku golden rose ;) Chyba nie miałam wcześniej żadnego, więc poniekąd produkty do ust tej firmy to dla mnie nowość.

Opakowanie jest typowe dla błyszczyków-dobrze, że przezroczyste, bo widać zużycie, ale ogólnie niczym się nie wyróżnia. Aplikator jest "gąbeczkowy".
Kolor, który wybrałam, to 104, czyli jasny róż. Na pewno nada się dla blondynek z jasną cerą.
Błyszczyk sam w sobie jest całkiem dobry. Kolor jest widoczny na ustach, nie wysusza ich, nie schodzi w brzydki sposób, pięknie pachnie. Jego wadą jest natomiast to, że jednak trochę się klei.. Ale w związku z tym jest też nieco trwalszy, niż te zupełnie nielepiące się produkty. 
Jeśli szukacie fajnego błyszczydła do torebki w rozsądnej cenie, to powinnyście być zadowolone ;)