O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

sobota, 31 października 2015

co kupić w rossmannie na promocji -49% (listopad 2015) // 5 kosmetyków, które musisz kupić

Zawsze robiąc posty w stylu "co kupić na promocji w rossmannie" dodawałam mnóstwo zdjęć i całą listę produktów, które polecam. W tym roku postanowiłam zmienić nieco koncepcję i pokazać Wam 5 produktów, które bardzo lubię i do których regularnie wracam (lub wiem, że na pewno wrócę). Myślę, że taka forma też jest ciekawa ;) 

Zacznijmy od twarzy. Tutaj bardzo dobrze sprawdził się bourjois healthy mix. Na początku nie była to wielka miłość, ale z czasem trafił do ulubieńców. Pomimo tego, że mam cerę tłustą i teoretycznie nie powinnam kupować podkładów rozświetlających, to ten sprawował się bardzo dobrze. Jest to lekki podkład na co dzień o małym/średnim kryciu. Cena jest dość spora, ale patrząc na to, że starczył mi na ponad rok regularnego używania uważam, że warto zainwestować. Na pewno kupię go ponownie, ale chyba na kolejnej promocji, bo teraz mam kolejkę podkładów czekających na zużycie.
Rimmel stay matte. Naprawdę bardzo fajny puder-używam od lat i nawet nie próbuję policzyć ile opakowań wylądowało w koszu. Nie jest to super długotrwale matujący puder, ale lubię go za kolor i krycie. W awaryjnych sytuacjach można nałożyć go więcej pędzlem kabuki i szybko wyjść. 
 Bardzo dobrym żelem do brwi jest ten wyprodukowany przez wibo. Jest tani nawet bez promocji, więc teraz pewnie będzie kosztował ok 5-7 zł. Ja mam już 2 opakowanie i chociaż przy okazji obniżek pewnie wypróbuję zachwalanego wszędzie loreala, to do tego wrócę na pewno.
Przy zachwalaniu tuszu nie mogę ominąć maybelline lash sensational. Jest to moje ostatnie odkrycie i chyba najlepszy tusz jaki kiedykolwiek miałam. Nawet gdy na moich rzęsach nie było już widać działania odżywki, to dalej spisywał się bardzo dobrze. Jedyny minus jest taki, że trzeba mu dać ok 2-3 tyg na "przeschnięcie" zanim zacznie dawać świetny efekt. Na pewno kupię sobie kolejne opakowanie ;) Może nawet 2.
Wibo dzisiaj już drugi raz w tym poście ;) I bardzo dobrze, bo jest to polska (i tania) marka, którą trzeba wspierać. W listopadzie wchodzą kolejne nowości, więc już zacieram łapki. Tymczasem muszę wspomnieć o różu smooth'n wear. Bardzo przyjemny, trwały i dobrze napigmentowany. Ja mam nr 4. Na promocji dacie za niego ok 4-5 zł.
  Tutaj dodatkowy, opcjonalny produkt. Jeśli macie jakiś tusz, z którego nie jesteście zadowolone, to wypróbujcie bazę pod tusz/serum do rzęs eveline. Tanie, a naprawdę daje radę. Nawet tusz z max factora (klik) zaczął jakoś wyglądać z tym produktem pod spodem.

 Dajcie znać jakie są Wasze typy oraz czy podzielacie moje zdanie jeśli chodzi o pokazane dzisiaj produkty ;)

niedziela, 25 października 2015

Maybelline color tattoo creamy mattes 91 nude de rose vs mac paint pot soft ochre

Niedawno maybelline wyszło z nowymi kolorami i formułami cieni color tattoo. Kupiłam wtedy dwa odcienie-creme de nude i creme de rose. Nie chcę otwierać dwóch na raz, bo to trochę bez sensu, więc dzisiaj opiszę ten drugi i porównam go z paint pot'em MACa.

Opakowania się nie zmieniły. To wciąż zakręcane słoiczki z naklejką w kolorze cienia.
Konsystencja jest przyjemna, kremowa. Cień równomiernie się rozprowadza, przy rozcieraniu nie tworzą się prześwity, nie przesusza powieki. Kolor moim zdaniem, to taki brudny róż, może różo-beż. Bardzo ładny, nadaje się pod każde cienie. Zarówno chłodne jak i ciepłe. U mnie głównie są to brązy.
Jeśli chodzi o trwałość. Po części produkt mnie zaskoczył, bo spodziewałam się, że zniknie po 2 godzinach. Jest dużo lepiej, bo w załamaniu zaczyna się zbierać po ok 5,5 h. Ostatnio odkryłam, że jeszcze dłużej wytrzyma jeśli na wierzch nałożę cienie z paletki naked basics 2 urban decay. Nie jest to zła trwałość, niektóre bazy u mnie tyle nie wytrzymały. Na zwykły dzień na uczelni jest ok, na 10h poza domem czy wesele już niekoniecznie.
A jak ma się color tattoo w porównaniu do paint pota maca? Jeśli śledzicie mnie dłużej, to pewnie widzieliście moją recenzję produktu MACa. Wiązałam z nim bardzo duże nadzieje, wszędzie słyszałam, że jest super jako baza. A czy był? No nie. Szybko zbierał się w załamaniach, więc poszedł w świat. Nie potrzebuję cielistego cienia w kremie za 80 zł ;) Maybelline wypada przy nim dużo lepiej, dlatego jeśli chcecie spróbować jakiegoś cienia w kremie, to raczej polecałabym właśnie ten. W internecie można go kupić już za 15 zł, więc nie będzie tak bardzo szkoda w razie czego.


piątek, 23 października 2015

Max factor false lash effect full lashes, natural look mascara

Tusze z nieco wyższej półki zawsze kupuję na większych promocjach. Tak stało się też w przypadku tej maskary. Czy się opłacało? Zobaczcie w dalszej części ;)

Max factor zazwyczaj stawia na proste, ale całkiem ładne opakowania. Tutaj nie mogę się przyczepić.
Gdy pierwszy raz zobaczyłam szczoteczkę, to byłam niesamowicie zadowolona z wyboru. Przypomina nieco tą, którą ma maybelline volume rocket. Tusz sam w sobie ma kilka plusów-nie kruszy się, nie odbija, nie podrażnia, utrzymuje się cały dzień.
 A co ją przekreśla? Wygląd na rzęsach. Po pierwsze już sama nazwa sobie zaprzecza. Bo jak można najpierw napisać "false effect", a później "natural look"? Albo mogę mieć efekt naturalnych albo sztucznych rzęs. W każdym razie, to co widzicie poniżej, to jest najlepszy look jaki udało mi się osiągnąć. Tragedia jak za taką cenę (miałam kiedyś tusz z essence, który zachowywał się bardzo podobnie). Może dobre na ostatnią klasę gimnazjum czy do wymagającego liceum, ale dla mnie to wygląda zwyczajnie słabo. A nie mam ani bardzo krótkich ani niewidocznych rzęs.

wtorek, 20 października 2015

Loreal true match nowa wersja, nowa formuła

Loreal true match. Podkład, którego starej wersji szczerze nienawidziłam (KLIK) i chyba jedyny, którego nawet nie chciałam zużyć do końca. Obiecałam sobie, że nie kupię go ponownie. Ostatnio jednak firma wypuściła nową wersję tego produktu, więc z czystej ciekawości postanowiłam sprawdzić czy jest chociaż trochę lepsza od poprzedniej. Swój egzemplarz mam z jednej z drogerii internetowych, zapłaciłam za niego ok 30 zł.

Podkład dostajemy w nowym opakowaniu-wciąż z pompką, więc jest dobrze. Tak samo jak wcześniej mamy 30 ml produktu, który musimy zużyć w ciągu 12 miesięcy. W gratisie znów "dorzucili" nam SPF 17.
Kolor, który posiadam, to (tak jak poprzednio) 1N ivory. Najjaśniejszy z gamy, faktycznie dość neutralny. Na mojej jasnej cerze wygląda dobrze.
W końcu ktoś pomyślał o graficznym oznaczeniu podkładu. Zamiast czytać 50 stron obietnic można spojrzeć raz i wszystko wiadomo. Tym razem true match został oznaczony jako podkład o wykończeniu rozświetlającym, średnim kryciu i średniej konsystencji. W zasadzie można się z tym zgodzić. Jednak krycie oznaczyłabym bardziej jako lekkie do średniego (na większe przebarwienia czy niedoskonałości potrzebny będzie korektor). Wiadomo, że jak nałożymy go więcej, to otrzymamy większe krycie, ale nikt z nas nie chce mieć na twarzy szpachli totalnej ;)
Szkoda tylko, że rozświetlenie objawia się.. drobinkami. Gdy spojrzymy na buteleczkę pod światło zobaczymy złotą taflę lub drobinki. Te niestety są też widoczne na twarzy. Co prawda raczej na słońcu, ale jednak nie do końca mi się to podoba.
Podkład w stosunku do starej wersji jest naprawdę ulepszony. Ma lepszą konsystencję, która nie podkreśla suchych skórek, nie ściera się w ciągu dnia ani nie złazi w dziwaczny sposób z twarzy. Nie uczula ani nie zapycha. Jednak wadą jest na pewno trwałość/matowość. Przy mojej tłustej cerze wypadałoby go przypudrować lub użyć bibułek matujących już po ok 3, może 4 godzinach. Jeśli to zrobimy, to oczywiście dalej będzie się trzymał, ale jeśli zostawimy go powiedzmy na 8h, to lepiej nie patrzeć w lustro. Wszyscy wiemy jak tłusta cera potrafi po takim czasie wyglądać. Chociaż w sumie teoretycznie nie powinnam narzekać, bo producent opisuje go jako podkład rozświetlający, a nie długotrwały czy matujący.
Sama nie wiem jak go ocenić. Jest lepszy od poprzednika, ale nie idealny. Myślę, że cery suche i normalne będą najbardziej zadowolone. Nawet i dla tłustej na co dzień jest ok, po prostu może nie do końca sprawdzi się na całonocnych imprezach, czy przy spędzaniu 10h poza domem. Nie podobają mi się tylko te nieszczęsne drobinki.. A z drugiej strony odpowiada mi kolor. Nie umiem jednoznacznie stwierdzić czy kupię go ponownie. Na pewno ten egzemplarz zużyję do końca, a co będzie później-zobaczymy.

niedziela, 18 października 2015

TOP 3 SKLEPY KOSMETYCZNE

Dzisiaj kolejny niedzielny post, który powstaje w ramach współpracy z dziewczynami. Tym razem temat, to TOP 3 SKLEPY KOSMETYCZNE.

Na pierwszym miejscu jest u mnie rossmann. Tutaj najczęściej zachodzę, mają większość rzeczy, których potrzebuję. Jakby wstawili szafę catrice, kobo i essence, to nie potrzebowałabym żadnej innej stacjonarnej drogerii.
Druga oczywiście jest natura. Ze względu na wcześniej wspomniane szafy essence, kobo czy catrice lubię tam zaglądać. Czasami pojawia się tam też niedostępna nigdzie indziej pielęgnacja-przykładem mogą być olejki ze starej mydlarni.

Trzeci będzie sklep internetowy mintishop.pl. Kupowałam w innych (kosmetyki z ameryki, ezebra) i je również polecam, ale wspominam o tym, ponieważ mają tam moją ukochaną bazę pod cienie z zoevy. Niestety ostatnio podnieśli jej cenę (z 27-28 do ok 32 zł), z czego już tak zadowolona nie jestem.

Źródła zdjęć:
http://atrium-targowek.pl/wp-content/uploads/2015/04/natura-logo.jpg
http://mallwowa.pl/wp-content/uploads/2013/11/rossmann.png
http://4.bp.blogspot.com/-EAhtACE5Ack/UfYNu5LTDLI/AAAAAAAAAr4/6mTnatrfhJw/s1600/minti.jpg

Linki do dziewczyn:

środa, 14 października 2015

rimmel lasting finish primer baza pod makijaż

Mam cerę tłustą. W związku z tym jeśli chcę, aby makijaż pozostał na mojej twarzy w dobrym stanie przez cały dzień, muszę użyć bazy pod podkład. Kiedyś używałam silikonowej sorayi codziennie. Teraz decyduję się na ten krok, gdy wiem, że będę wiele godzin poza domem (nie sprawdzam nigdy stanu makijażu i nie poprawiam się w ciągu dnia) albo gdy mam okropnie nietrwały podkład. Oczywiście na większe wyjścia też. 
Rimmel co jakiś czas wypuszcza nowe bazy, więc i ja je co jakiś czas testuję. Tym razem na tapetę biorę lasting finish primer.

Baza jak zwykle umieszczona jest w miękkiej tubce. Tym razem kolorystyka utrzymana jest w bieli i czerwieni. Produktu mamy aż 30 ml, więc jest jej naprawdę dużo-szczególnie dla kogoś, kto nie używa tego typu rzeczy codziennie. Ja nie narzekam, bo nie lubię przepłacać, a tu stosunek ceny do pojemności jest ok.
Nie jest to typowo silikonowa baza. Po wyciśnięciu jest biała, natomiast na skórze nie daje żadnego koloru.
Czy baza działa? Oczywiście. Twarz dłużej jest matowa, a sam podkład przez dłuższy czas wygląda świeżo. Szczególnie dobry duet tworzy z matującym czy długotrwałym produktem, wtedy mamy ładnych kilka godzin spokoju z bibułkami matującymi, czy poprawkami. Nawet przy stosowaniu kilka dni z rzędu nie powoduje pogorszenia się stanu cery, czy jej wysuszenia/podrażnienia. Jeśli szukacie czegoś drogeryjnego, to moim zdaniem jest to dobra propozycja ;)

poniedziałek, 12 października 2015

pędzle real techniques sculpting brush, expert face brush, setting brush

Pędzle real techniques chodziły mi po głowie od dawna ;) Od dawna też śledzę kanał "pixiwoo" na YT, więc chęć dorwania była naprawdę bardzo duża. Jednak mimo wszystko nie chciałam zamawiać przez internet, a kupiłam dopiero stacjonarnie, w rossmannie. Każdą z trzech sztuk kupiłam oddzielnie.
Najpierw do koszyka wrzuciłam expert face brush. Ja używam go do podkładu płynnego i w tej roli sprawdza się świetnie. Równomiernie rozprowadza produkt, nie robi smug, nie powoduje, że podkład wygląda brzydko. Jest to jeden z moich ulubieńców.
Sculpting brush jest chyba moim ostatnim zakupem. Kolejny ulubieniec-tym razem do bronzera. Mam różne pędzle, o różnych kształtach, ale z tym naprawdę dobrze mi się współpracuje. Myślę, że równie dobrze nałożyłby róż, puder, czy nawet podkład.
 Setting brush początkowo kupiłam i używałam do nakładania rozświetlacza. W tej roli spisuje się naprawdę dobrze. Jednak ja tego typu produktu nie używam często, więc właściwie nie jest to pędzel niezbędny w mojej kosmetyczce. Myślę o zastosowaniu go w inny sposób-może do utrwalania korektora pod oczami. Na pewno dobrze się sprawdzi ;)
Jak widać pędzle RT są moimi ulubieńcami ;) Włosie jest gęste, nie wypada, całość jest porządnie wykonana. Jeśli szukacie czegoś dobrego, co jest dostępne stacjonarnie, to polecam.

wtorek, 6 października 2015

bourjois 123 perfect cc cream

Podkłady bourjois są polecane przez większość dziewczyn. Miałam healthy mix i chociaż na początku nie było z tego miłości, to już po roku używania stał się moim ulubieńcem i wiem, że kiedyś kupię następne opakowanie. Z dobrym nastawieniem wrzuciłam więc do koszyka cc cream tej samej firmy.

Opakowanie to miękka tubka z "dzióbkiem". Produkt jest dość lejący, więc takie rozwiązanie faktycznie wychodzi nam na dobre.
 Jak tylko go otworzyłam i pomacałam, to pierwszą moją myślą było "to nie krem cc, nawet nie krem tonujący jak reszta tego typu drogeryjnych produktów, to jest podkład!". Bo faktycznie tak się zachowuje. Przyjemnie się rozprowadza, zaskakująco dobrze kryje i nawet trwałość jest nie najgorsza.
Problemem może być kolor (31), który chociaż ładny i beżowy, to jednak dość ciemny. Myślę, że może to być coś w okolicach 150 revlona cs. To czyni go bardzo dobrym produktem letnim-gdzie nie dość, że nie obchodzi mnie czy produkt spłynie czy nie (a tutaj i tak nie jest źle, chociaż nie jest długotrwały), to potrzebuję nieco ciemniejszego koloru (jeśli się opalę). Dodatkowym atutem jest wcześniej wspomniane przeze mnie krycie. Zazwyczaj nie dokładałam już nawet korektora.
Podsumowując: z podkładem całkiem dobrze mi się współpracowało, polubiliśmy się. Jednak kolor sprawia, że jest odpowiedni głównie na sezon letni-ale jeśli nie jesteście bladziochami, to możecie spróbować nawet teraz ;)

niedziela, 4 października 2015

TOP 5 pędzle do makijażu

Dzisiaj, jak co drugą niedzielę, post z serii TOP (jest tworzony w ramach współpracy między blogerkami). Mam sporo pędzli i bardzo dużo z nich naprawdę lubię. Bardzo dobrze współpracuje ze mną firma hakuro, uwielbiam też pędzel z H&Mu. Chciałam jednak, żeby ten post był chociaż trochę zróżnicowany i żeby nie było tu pędzli, które są już wycofane, więc pokazuję różne firmy i modele. Nie układam ich od najlepszego do najgorszego, bo wszystkie są równie dobre.

Pierwsze są u mnie pędzle real techniques-expert face brush i sculpting brush. Pierwszy jest bardzo dobry do wszelkiego rodzaju podkładów płynnych (nie robi smug, jest przyjemny i gęsty), drugiego używam do bronzera.
Hakuro H 21, to mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o aplikację różu. Rozprowadza go równomiernie, nie robi plam. Kupiłam go w maju 2013 roku i mimo, że jest z włosia naturalnego, to do tej pory nie musiałam używać odżywki. Po prostu nie drapie. W przyszłości chyba dokupię jeszcze jedną-dwie sztuki.
Ostatnie dwa są z firmy glambrush. Lubię je wszystkie i naprawdę zasługują na uwagę, ale tutaj powiem o dwóch. Dużej kulce O9 (można nią nałożyć cień na całą powiekę, rozblendować w załamaniu, nałożyć korektor na niedoskonałości-na pewno kiedyś dokupię ich więcej) oraz o tym do blendowania O3 (zaczął niedawno drapać, ale po zastosowaniu odżywki jest ok-pięknie blenduje cienie w załamaniu). Tutaj możecie zobaczyć post, w którym oceniłam je po ponad roku używania (KLIK).

Muszę edytować post i dodać jeszcze jednego ulubieńca ;) Używam go codziennie odkąd go kupiłam, a pojawił się u mnie 2 lata temu. Jest to hakuro H100-nakładam nim puder na całą twarz i nadaje się do tego celu idealnie. Jest miękki, zbity, ma bardzo dużo włosia. Puder można wcisnąć (ja tak zwykle robię) lub omieść twarz. Tutaj wygląda na bardzo "szczupły", ale teraz, po latach używania jest bardziej rozłożysty.


Linki do dziewczyn: