O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

sobota, 28 listopada 2015

catrice prime and fine baza pod cienie

Tłuste i opadające powieki są moją zmorą od kiedy zaczęłam używać cieni. O ile opadającą powiekę samą w sobie da się umalować i nieco skorygować, o tyle to, że taka budowa oka nie sprzyja utrzymywaniu się cieni już średnio. Oczywiście są bazy pod cienie, ale jestem dla nich mega wyzwaniem. Pewnie dlatego do tej pory ładny makijaż oka przez cały dzień zapewnia mi tylko jedna. A wypróbowałam ich ok 14-15. Po tym przydługim wstępie przejdę do jednego z moich najnowszych nabytków, czyli bazy catrice.

Opakowanie samo w sobie jest całkiem ładne i praktyczne. Zarówno "buteleczka" jak i aplikator przywodzi na myśl błyszczyk.
Baza dobrze się rozprowadza, gładko sunie po powiece i nie podrażnia jej. Na początku ma się wrażenie, że jest tłusta, jednak po wklepaniu i odczekaniu krótkiej chwili traci tłustą powłokę.
Byłby to mój ideał... gdyby produkt spełniał swoje podstawowe zadanie. Próbowałam ją nakładać z różnymi cieniami (myślałam początkowo, że może te nowe mają słabą trwałość), ale nawet na sprawdzonym inglocie, który zoeva utrzymuje, nie mogę liczyć na całodzienny, ładny makijaż. No nic, mam jeszcze chyba 2 bazy i cielisty eyeliner do przetestowania, może akurat wśród nich znajdę swojego ulubieńca i zamiennik dla ulubionej bazy, którą tak ciężko ostatnio dostać.

czwartek, 26 listopada 2015

my secret natural beauty fairy tale

Jakiś czas temu w naturach pojawiły się nowości firmy my secret. Jak tylko zobaczyłam paletkę natural beauty w wersji kolorystycznej fairy tale, wiedziałam, że będzie moja. Szczególnie do moich niebieskich oczu przemówiła miedź ;) Wiadomo.

Opakowanie to kasetka z przezroczystym wieczkiem. Nic wyszukanego, ale za tą cenę nie narzekam-szczególnie, że napisy dalej na niej są.
Producent dołączył do opakowania aplikator. Zazwyczaj z niego nie korzystam, ale akurat przy tych kolorach zdarza mi się.
Konsystencja moim zdaniem zależy od tego, który cień weźmiemy pod lupę. Najjaśniejsze są miłe w dotyku, może nawet jakby lekko.. kremowe? Najbardziej suchy jest cień najciemniejszy, natomiast miedź to coś w rodzaju sprasowanego pigmentu (według mnie).
Pigmentacja również zależy od koloru-najjaśniejszy i najciemniejszy są mocno napigmentowane, miedź nałożona palcem czy aplikatorem wygrywa wszystko, natomiast drugi w kolejności cień jest dość słaby. Trzeba się mocno napracować, żeby było go widać. A szkoda, bo jednak jest ładny.
Jeśli chodzi o trwałość, to jest ok. Jeśli macie dobrą bazę, której ufacie, to te cienie również się na niej utrzymają.
Czy wydałabym ponownie na ten produkt zawrotną kwotę 12-15 zł? Pewnie! Nawet dla samych kolorów, są piękne ;) Nawet dla samego złotego/miedzianego odcienia. Swoją drogą gdzieś przewinęła mi się informacja, że paletki są wyprzedawane (kolekcja limitowana), więc jeśli się zastanawiałyście nad kupnem, to to jest ostatnia szansa, żeby to zrobić.

wtorek, 24 listopada 2015

loreal le blush 160

Loreal to firma, która na pewno rzuca się w oczy podczas zakupów kosmetycznych. Chcąc nie chcąc, od czasu do czasu zerkałam w stronę półki z różami. Dobra okazja do wrzucenia jednej sztuki do koszyka nadarzyła się podczas jednej z większych promocji (chyba w kwietniu tego roku). 

Nie sposób odmówić tej firmie stwierdzenia, że dbają o opakowania. Zawsze dość ładne i przyciągające uwagę, tutaj akurat w formie kwadratowej (mam też kółeczko-ten jest jego następcą?). Gdy podniesiemy pierwszą "podłogę", zobaczymy, że producent dołączył pędzelek. Nie jest on bezużyteczny, ale wolę inne.
Co mnie zdziwiło, to zapach. Nie spodziewałam się, że róż może pachnieć w ten sposób. Ładnie, żeby nie było wątpliwości ;)
Kolor 160 jest to mocna, żywa brzoskwinia (może już nawet pomarańcz). Wystarczy naprawdę odrobina kosmetyku, bo jest dobrze napigmentowany, a w połączeniu z mocnym kolorem można łatwo sobie zrobić krzywdę. Wtedy zazwyczaj staram się wszystko rozetrzeć czystym pędzlem albo po prostu przypudrować, żeby nieco przytłumić kolor.
Generalnie uważam ten róż za produkt udany. Nie mam problemu z aplikacją, blendowaniem, czy utrzymywaniem się kosmetyku. Nie zapchał też cery ani jej nie podrażnił. Możliwe, że z bardziej przytłumionymi kolorami pracowałoby się jeszcze łatwiej, bo na ten trzeba jednak uważać.

niedziela, 22 listopada 2015

TOP 3 TRICKI KOSMETYCZNE

Dziś kolejny post z serii "TOP.." pisanych razem z dziewczynami ;) Tym razem jest to TOP 3 tricki kosmetyczne, więc nawet jeśli znacie wszystkie moje, to może u innych coś podpatrzycie. Sama jestem ciekawa tych wpisów.

1. Robienie eyelinerów w dowolnym kolorze za pomocą duraline

O tym sposobie wiele z Was pewnie słyszało ;) Duraline to wszechstronny kosmetyk-możemy z jego pomocą stworzyć eyeliner z cienia, odświeżyć stary tusz, a nawet użyć jako bazy pod cienie. Warto mieć coś takiego w kosmetyczce.

2. Gumka recepturka do odkręcania lakierów

Gumkę należy okręcić wokół zakrętki lakieru do paznokci (tak jak na obrazku i tak jak okręcamy gumką włosy) i wtedy otwierać. W taki sposób dostaniecie się do każdego lakieru, nawet takiego, który leżał przez rok w szufladzie.
http://www.e-kleks.pl/upload/images/products/1738/gumkirecepturki.jpg


3. Zimna woda na długo schnący lakier

Zauważyłam, że jeśli odczekacie pewien czas, a później zanurzycie pomalowane lakierem paznokcie w zimnej wodzie, to ręce szybciej będą zdatne do użytku ;)
http://mamawbiegu.pl/wp-content/uploads/2015/03/woda.jpg

To są moje tricki ;) Dajcie znać jakie Wy znacie.

Linki do dziewczyn:
  1. http://recenzjemartela.blogspot.com/
  2. http://kargawr.blogspot.com/
  3. http://dressyourface.blogspot.com/
  4. http://kasiutkowy.blogspot.com/
  5. http://beautypediapatt.blogspot.com/
  6. http://paulinawblog.blogspot.com/
  7. http://intheeyesofthesky.blogspot.com/
  8. http://urodawgblondynki.blogspot.com/
  9. http://myszolec.blogspot.com/
  10. http://beautyfieldss.blogspot.com/
  11. http://syll-kosmetycznie.blogspot.com/

piątek, 20 listopada 2015

my secret matt eyeshadow (nowa wersja w czarnych opakowaniach)

Cienie my secret pamiętam jeszcze z czasów gimnazjum/liceum. Kilka lat temu na pewno opisywałam je też na blogu (kto jest ze mną od początku? ;)). Dzisiaj postanowiłam napisać parę słów o nowej wersji-bo zmienili nie tylko opakowanie.

Opakowania, jak wspomniałam, są zmienione. Wcześniej były przezroczyste, teraz zamieniono je na czarne, z przezroczystą klapką. 
Kolory, które posiadam, to 505 (cielisty) i 501 (biały). Jako, że dobrze wspominałam biały i szary sprzed kilku lat, to postawiłam na coś podobnego.
Ogromną ich zaletą jest mocna pigmentacja. Beżowy ładnie wyrównuje koloryt powieki, natomiast biały dobrze rozjaśnia wewnętrzny kącik. Nie mam także zastrzeżeń co do samej konsystencji czy aplikacji produktu. Cena też jest bardzo przyjazna, bo to zaledwie kilka złotych.
Nie pasuje mi jednak sama formuła. Musieli coś w niej zamieszać i pozmieniać, bo teraz cienie niestety zbierają się w załamaniu. Nie potrafiłam ich utrzymać na miejscu przez cały dzień nawet na dobrej bazie, więc na razie leżą i się kurzą.. Będę próbowała w przyszłości na pewno z kolejnymi bazami, ale nie ukrywam, że jestem nieco zawiedziona. Szczególnie, że z poprzedniej wersji byłam zadowolona, a ta jest bardzo chwalona.
Cienie my secret są tutaj "zeswatchowane" jako dwa pierwsze od prawej strony.

niedziela, 15 listopada 2015

Wibo contour palette: pierwsze zdjęcia, swatche + zakupy

 Trójeczka wibo do konturowania przyciągnęła moją uwagę już przy zapowiedziach nowości. Dodatkowo teraz trwa promocja -49% w rossmannie, więc żal było nie brać ;) Dzisiaj pokażę Wam tylko zdjęcia paletki i swatche, bo jeszcze nie mam pojęcia jak się sprawuje (mogę jedynie ostrzec, że ma bardzo silny zapach). Dodatkowo dorzucę kilka nowości, które pojawiły się ostatnio w mojej kosmetyczce. Polecam obserwować mojego instagrama, pokazuję wszystko na bieżąco ;) Jestem tam oczywiście pod nazwą @chochlikkornwalijski.

I nowości ;) Kupiłam ostatnio "parę" rzeczy-podkład catrice, pomadkę essence, kredkę do brwi i cienie z hean, gumkę invisibobble, bazę pod cienie ingrid, paletkę cieni chocolate nudes catrice, żel do brwi essence, róż+krem bb+kredka golden rose oraz tusz 2000 calorii oraz najnowszy loreala i kamuflaż catrice w płynie. Na razie większość czeka na swoją kolej, ale kiedyś na pewno pojawią się osobne recenzje.
Tutaj muszę strasznie pochwalić markę hean ;) Zawsze do zamówienia dorzucają jakiś gratis, wszystko dobrze pakują (ostatnio zamawiałam na urodomanii i przy zamówieniu za 150 zł nie dostałam nawet jednej próbki). Dodatkowo lubię same produkty. Kredka do brwi jest naprawdę ok-jeśli nałożycie jej więcej, to ładnie "przyklepie" włoski, bo ma woskową formułę. 

Miałyście coś z moich nowości? Co o nich myślicie? ;)

p.s. Jakość zdjęć jest taka, a nie inna, bo po prostu są to zdjęcia, które wcześniej wgrywałam na instagrama, a więc robione telefonem/tabletem. Lepszej jakości pojawią się przy okazji poszczególnych recenzji.

piątek, 13 listopada 2015

kobo matt bronzing & contouring powder (oba kolory)

Do opisania bronzerów kobo zbieram się już od dłuższego czasu. Nie używam róży czy bronzerów codziennie, więc wiecie jak to jest. Potrzeba trochę więcej czasu, żeby dobrze poznać produkt i wyrobić sobie zdanie na jego temat.

Opakowanie to czarny plastik z przezroczystym wieczkiem. Napisy do tej pory mi się nie zdarły, więc można powiedzieć, że spełnia swoje zadanie.
Jeszcze do niedawna posiadałam 2 kolory: 308 sahara sand (jaśniejszy) i 311 nubian desert.
Na początku miałam mieszane uczucia-a to tu trzeba więcej dołożyć, a to może jasny będzie zbyt jasny. Ale w tym momencie jestem z nich naprawdę zadowolona. 308 jest widoczny na twarzy mimo jasnego koloru, a 311 był świetny w okresie letnim. Jesienią/zimą jest jednak za ciemny i może wyglądać brudno przy większej ilości, więc powędrował do kogoś z rodziny. Nie chciałam, żeby się zmarnował-tym bardziej, że kupiłam ostatnio kremowe kółeczko do konturowania.

Trzeba co prawda go dokładać i jedno pociągnięcie pędzla nie wystarczy, ale dzięki temu nie zrobimy sobie krzywdy. Nie lubię kosmetyków "dziko" napigmentowanych, gdzie wystarczy dotknąć lekko twarzy i plama gotowa. Można go pewnie też stosować jako cień w załamanie powieki, ja mam jednak ich tyle, że nie muszę stosować do tego celu bronzera.


Dajcie znać czy je macie i lubicie ;)

wtorek, 10 listopada 2015

Co zrobić z beznadziejnym tuszem? Jak zużyć tusz, który się nie sprawdza?

Do tej pory zawsze udawało mi się kupować tusze całkiem dobre. Mniej lub bardziej, ale jednak takie, z którymi jakkolwiek można było współpracować. Do momentu aż otworzyłam max factora (klik). Daje on tak naturalny i niewidoczny efekt, że kiedyś osoba z bliższego otoczenia zapytała czy pomalowałam rzęsy.. Nie o taki efekt mi chodzi jeśli używam maskary ;) Jeśli dodatkowo czytacie moje wpisy od jakiegoś czasu, to wiecie, że mało kiedy narzekam na kupowane kosmetyki. To dlatego, że nie mam ani krótkich rzęs ani zbyt wymagającej cery. 

Po tym przydługim wstępie przejdźmy do właściwego tematu ;) Otóż co zrobić z tuszem, który się nie sprawdził? Wyrzucić? Niekoniecznie. Można kupić serum 4x tańsze od samego tuszu i efekt jest o wiele lepszy. Mowa oczywiście o serum z eveline.  
 Początkowo używałam go na noc (tutaj raczej nic nie zdziałał), ale ostatnio przypomniałam sobie o nim i spróbowałam użyć jako bazy. I to był strzał w dziesiątkę. 
 Pamiętajcie jednak, że nie można dopuścić do wyschnięcia produktu na rzęsach-wtedy mam wrażenie jakbym malowała po już wyschniętym tuszu. Dosyć ciężko to idzie (chociaż da się zrobić). Dobrze jest odczekać krótką chwilę (kilka sekund) i można przejść do malowania maskarą. Ta na bazie daje dużo lepszy efekt-jest bardziej widoczna, rzęsy są pogrubione i podkreślone.
 Jeśli macie tusz, który Wam nie pasuje albo po prostu chcecie wzmocnić jego efekt, to polecam wypróbować eveline. Nie jest to drogie serum, ale jestem pewna, że zadziała.
P.S. Wybaczcie jakość zdjęć, nie mogę znaleźć żadnych innych. Pewnie nie sądziłam, że będę jeszcze ten produkt recenzowała.