O mnie

Moje zdjęcie
Wszystkie zdjęcia i opinie są mojego autorstwa i NIE zgadzam się na ich kopiowanie. Pamiętaj, że kradzież jest karalna. Chochliki kornwalijskie-irytujące istotki o ostrych ząbkach i zdolności latania.Wydające przenikliwe,wysokie,tylko dla nich zrozumiałe odgłosy.Sprytne,magiczne stworzenia o bardzo złośliwym usposobieniu i tak zwanym "charakterku".Lubość czerpią z wyrządzania szkód i płatania figlów :)

czwartek, 31 marca 2016

too faced chocolate bon bons || pierwsze wrażenia, paleta z bliska

Moją przygodę z firmą too faced zaczęłam od palety semi sweet (jej recenzja jest już na blogu). Spodobała mi się ona na tyle, że postanowiłam ostatnio kupić również wersję serduszkową, czyli chocolate bon bons. Charakteryzuje się ona słodkim, różowym opakowaniem i wkładami w kształcie serduszek. W tej wersji wyczuwalny jest również zapach czekolady.
W tej wersji mamy również 16 cieni, w tym dwa większe. Cienie moim zdaniem mają świetne kolory zarówno na dzienne jak i wieczorne wyjścia. Pigmentacja również mnie nie zawiodła. Nie rozumiem tylko wciśnięcia "dzikiego" różu pośród mniej lub bardziej stonowane odcienie. Raczej mało kto będzie takiego koloru używał. Generalnie nie będę opisywać całej palety szerzej, bo zrobię to w oddzielnej recenzji. Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami-zarówno całego produktu jak i swatchy przykładowych odcieni.

wtorek, 29 marca 2016

catrice chocolate nudes eyeshadow palette + pierwsze wrażenia odnośnie matowych pomadek w płynie golden rose

Koło paletek catrice przechodziłam dość obojętnie. Jak widać do czasu ;) Wersja chocolate nudes spodobała mi się kolorystycznie na tyle, że postanowiłam ją zamówić. 

Opakowanie, to plastikowa kasetka. Nic wyszukanego, ale w zasadzie nie oczekuję tego od drogeryjnych produktów z niższej/średniej półki cenowej. Cieszę się, że nic się nie połamało, a napisy dalej są na swoim miejscu.
Kolorystycznie paletka trafia w mój gust praktycznie w 100%. Nie ma tu cienia, którego bym nie używała. Są za to różne wykończenia. Możemy postawić zarówno na matowy look, jak i nieco bardziej błyszczący.
Praca z cieniami nie jest według mnie trudna. Aplikacja nie sprawia problemów, a z blendowaniem powinien poradzić sobie każdy, nawet początkujący miłośnik makijażu.
To, co mnie trochę zniechęca do częstego sięgania po ten produkt, to pigmentacja. Nie jest ona oszałamiająca, a niektóre cienie najlepiej nakłada się po prostu palcem. Wiem, że to jest paleta za 20 zł i nie oczekuję jakości too faced czy chociażby zoevy, ale jednak to jest (chyba) trzecia wersja tej palety, więc mogliby się bardziej przyłożyć do tak podstawowej kwestii jak pigmentacja. Przez to mam nieco mieszane uczucia i zastanawiam się nad oddaniem jej komuś z rodziny. A szkoda, bo odcienie są naprawdę bardzo ładne.

Na koniec chciałabym dodać kilka słów o nowym produkcie firmy golden rose longstay liquid matte lipstick. Są to najnowsze matowe pomadki w płynie, o których pewnie już słyszałyście ;) Użyłam ich dosłownie kilka razy, ale jest na nie ogromny szał, więc postanowiłam napisać kilka słów. Odcienie, które posiadam, to 1 (róż) i 10 (szary fiolet). Może moje spostrzeżenia po prostu wypunktuję, tak będzie łatwiej. 
1. Konsystencja różni się w zależności od koloru (10 jest bardziej wodnista).
2. Im mniej nałożonego produktu tym lepiej (ja lubię mniej więcej nałożyć na usta i wklepać wszystko palcem).
3. Pomadki wcale nie wysuszają ust tak bardzo jak się tego spodziewałam (ale mam je w dobrym stanie)
4. Utrzymują się naprawdę ładnie, nawet gdy coś zjemy.
5. Kolory można mieszać ze sobą-ja próbowałam nakładać 10 na całe usta i dodawać 1 na środek. Ładnie się ze sobą połączyły.
6. Blondynka o jasnej cerze wcale nie wygląda trupio w odcieniu nr 10 ;) A szczerze mówiąc tego się obawiałam.

Ujęcia może nie są najlepsze, ale były robione tabletem. Gdy będę miała dostęp do aparatu, to na pewno zrobię zdjęcia lepszej jakości ;)

środa, 23 marca 2016

inglot eye shadow keeper baza pod cienie vs zoeva eyeshadow fix long wear matte

Dzisiaj wpis, na który wiele osób czekało ;) A przynajmniej taką mam nadzieję (i takie słuchy dochodziły mnie z instagrama). Wpis ten będzie to porównanie bazy inglot eyeshadow keeper i matowej bazy zoeva (eyeshadow fix long wear matte). 

Na wstępie powiem, że moje powieki są wymagające-bardzo tłuste i opadające, więc nie straszne im cienie w kremie (maybelline, MAC paint pot), czy bazy drogeryjnych marek (rozpiska na samym końcu). Musiałam się bardzo mocno napracować i sypnąć garścią monet, żeby znaleźć coś, co utrzyma cienie przez cały dzień.
Bazy te są do siebie podobne w sensie opakowania. Obie zapakowane w czarne kartoniki, obie z "dzióbkiem". Inglot ma 10 ml i jest ważny przez 9 mscy (cena to 49 zł). Zoeva natomiast zawiera 7,5 ml produktu zdatnego do użytku przez 6 mscy od otwarcia(ok 30 zł). Jest jednak ciężko dostępna, obecnie chyba tylko na niemieckiej stronie producenta. Różnicę w składzie możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej.
Teraz chyba najważniejszy aspekt, czyli działanie. Przypomnijmy, że z matowej bazy zoevy byłam bardzo zadowolona-utrzymywała cienie przez cały dzień, nie sprawiała problemów. Jedynym jej delikatnym minusem był mus nakładania jej w określony sposób (duża ilość wyciśnięta prosto z opakowania na powiekę i wklepana palcem). Możliwe, że to dlatego, że sam produkt był jakby.. lepki(?). Oczywiste jest jednak, że przy tak dobrym działaniu nie miało to znaczenia. A jak jest z bazą inglot eye shadow keeper? Jeszcze lepiej! Na jej korzyść działa to, że mogę ją aplikować w dowolny sposób-wklepać, rozetrzeć palcem itd. Utrzymuje cienie przez cały dzień, współpracuje ze wszystkimi markami, które posiadam (kobo, hean, inglot, too faced) i mam wrażenie, że lepiej podbija kolory cieni. Jej konsystencja jest jakby bardziej silikonowa, więc bez problemu można ją rozetrzeć palcem. 
Znalazłam więc nową ulubienicę ;) Bardzo się cieszę, bo dostęp do inglota mam akurat nieograniczony i mogę ją kupić w każdej chwili. Przy tak dużej pojemności cena wcale nie jest wysoka. Jeśli kiedyś przestanie działać albo coś się zmieni, to na pewno dam znać.
Przy każdym wpisie o bazach polecacie mi wiele produktów ;) W większości są to jednak bazy, których już używałam, więc, żebyście miały pogląd na to co miałam, umieszczam rozpiskę.

sobota, 19 marca 2016

Bronzery dla jasnej cery (swatche) || kobo, wibo, MAC, essence, inglot

Na blogu mam serię o jasnych podkładach i korektorach, więc pomyślałam, że bronzery też będą dobrym pomysłem ;) Okazało się, że mam ich całkiem sporo. Ale w sumie to dobrze, na potrzeby takiego wpisy im więcej, tym lepiej. Produkty, które posiadam, to:
-MAC harmony
-kobo 308 sahara sand
-bronzer z paletki wibo 3 steps to perfect face
-bronzer z edycji limitowanej essence happy girls are pretty
-inglot 505
-kółeczko do konturowania kobo face contour mix.

Najchłodniejszy z pierwszej trójki wydaje mi się kobo. MAC jest zdecydowanie najcieplejszy, ale na skórze moim zdaniem wygląda dobrze jako bronzer. Wibo jest dość neutralny.
 Tutaj chłodniejszy jest zdecydowanie inglot. Z produktu essence przy swatchu wychodzą jakieś dziwne tony-czerwonawe? Rudawe? Nie wiem, nie testowałam go jeszcze dostatecznie dobrze, żeby stwierdzić czy będzie dobry dla mojej karnacji.
Face contour mix był w ulubieńcach roku-to o czymś świadczy ;) Moje pierwsze podejście do konturowania na mokro dzięki niemu stało się proste i wyglądało ładnie. Jeśli jeszcze nie macie, to polecam zakup.

środa, 16 marca 2016

Bazy pod cienie, które się nie sprawdziły

Przetestowałam wiele baz (na końcu rozpiska) i tak naprawdę sprawdziła się tylko zoeva-ma szansę dołączyć do niej również najnowsza baza inglota. Dzisiaj jednak pokażę te, które ostatnio przetestowałam i które niestety nie nadają się do tłustych powiek. Nie będę opisywać każdej po kolei, bo żadna nie spełniła swojego zadania, a z bazy NYC dodatkowo po pierwszym użyciu wypadł cały "rysik". Jest to post typowo informacyjny dla osób, które rozważały przetestowanie tych kosmetyków.

piątek, 11 marca 2016

ecocera puder ryżowy || jak sprawdza się na cerze tłustej?

Ecocera, to polska firma, która-z tego co wiem-wypuściła na rynek jedynie pudry. Bambusowy i ryżowy, z których ja wybrałam oczywiście ten drugi. Nieco tęskniłam za paese, więc pomyślałam, że może poszukam tańszego zamiennika. Na wstępie zaznaczę, że mam cerę tłustą.

Produkt dostajemy w zakręcanym słoiczku z puszkiem (który jest właściwie czymś w rodzaju gąbki dołączanej do tanich produktów). Dodatkowo mamy kartonik ze wszystkimi potrzebnymi informacjami takimi jak skład, data ważności czy gramatura.
Aplikacja przebiega raczej bezproblemowo. Możemy omieść twarz dużym puchatym pędzlem, wcisnąć puder w skórę pędzlem kabuki lub dołączonym puszkiem (chociaż polecam kupić coś lepszego). Nie zauważyłam, żeby produkt bielił skórę.
Należy mu się pochwała za niewysuszenie, niezapchanie i niepodrażnienie mojej cery. Chociaż jest tłusta, to wiadomo, że może się to czasami zdarzyć. W dodatku mam wrażenie, że jest też cerą wrażliwą, co przy całej jej problematyczności dodatkowo komplikuje sprawę.
Jednak mimo fajnego składu i praktycznie samych pozytywnych opinii w internecie ja nie widzę w nim nic zachwycającego. Jest ok, całkiem dobrze się spisuje jak za te 15 zł, ale mat nie utrzymuje się dłużej, niż po użyciu innych pudrów. Gdy przestałam używać paese, to prawie od razu za nim zatęskniłam-po skończeniu opakowania zorientowałam się, że był naprawdę dobrym produktem. Tutaj niby używam, ale nie widzę efektu "wow". Może kiedyś kupię ponownie, bo jest tani, ale miłości z tego raczej nie będzie. Ot, przyzwoity puder w przyzwoitej cenie. Możliwe też, że po prostu produkty naturalnie nie są dla mnie.

poniedziałek, 7 marca 2016

Zamówienie z dresslink || dresslink wishlist

Hej ;) Dzisiaj post, w którym pokażę Wam co wybrałam sobie z portalu dresslink (STRONA GŁÓWNA-KLIK). Nie ukrywam, że jest to współpraca, ale spokojnie-nie zarabiam na tym ;) Wrzuciłam do koszyka 3 rzeczy na próbę, mam nadzieję, że będą dobrej jakości.

Pierwszą rzeczą są pędzle wzorowane na RT. Jako, że mam oryginały, to stwierdziłam, że chętnie porównam jakość. LINK DO PĘDZLI



Kolejna rzecz, to znów pędzel. Tym razem szczotka, na którą ostatnio jest szał. Mam zamiar wypróbować ją do podkładu/korektora, pudru, konturowania.. Zobaczymy. LINK DO PĘDZLA


 I na koniec gadżet w postaci kosmetyczki. Postanowiłam, że zamówię i dam Wam znać jakiej jest jakości. Dodatkowo ja akurat często kursuję między domem, a stancją, więc coś takiego zawsze się przyda. LINK DO KOSMETYCZKI
 Na pewno dam Wam znać jak przyjdą ;) Zrobię dokładne zdjęcia, a po dłuższym czasie na pewno pojawią się recenzje. Zostawiam Wam jeszcze linki:
Produkty za $0.01 KLIK
Produkty z darmową wysyłką KLIK

Dajcie znać czy coś kiedyś zamawiałyście ;)

sobota, 5 marca 2016

kabuki z rączką || pędzel z aliexpress

Jak pewnie wiecie, zdarza mi się zamawiać różne rzeczy z aliexpress. Głównie pędzle, ale też bazę, krem bb czy wszelkiego rodzaju tanie gadżety. Ten zamówiłam z ciekawości-pomyślałam, że jest inny niż reszta i dodatkowo nada się do pudru czy minerałów. Okazał się dużym ulubieńcem, więc postanowiłam, że poświęcę mu oddzielny post.

Sam kształt, czy typ pędzla, to coś w rodzaju kabuki z rączką. Jest bardzo gęsty i zbity, co zdecydowanie ułatwia pracę z produktami płynnymi. 
Ja używam go do podkładu płynnego. Nie robi smug, a sam efekt po nałożeniu jest bardzo naturalny. Można nałożyć na twarz 6 pompek (próbowałam, kiedyś może sprawdzę jaka maksymalna ilość wciąż będzie wyglądała dobrze), a twarz będzie wyglądała jakbyśmy nałożyły co najwyżej pół pompki. Nie do końca wiem dlaczego-może dlatego, że jest tak zbity, a może "zjada" sporo podkładu. W każdym razie jeśli lubicie naturalny wygląd bez efektu maski i raczej z niższym kryciem, to będziecie zadowolone. 
Jedyny minus, to jego wielkość. Myślałam, że będzie wielkości normalnego pędzla, a jest wielkości tuszu do rzęs :D Ostatecznie przyzwyczaiłam się do tego i mi to nie przeszkadza, ale po otworzeniu koperty przeżyłam mini szok. 
Koszt to ok 12 zł. Drogo jak na ali, ale moim zdaniem warto.